UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział IV

strona 59

- Czy sąsiadom nic się nie stało? – dopytywał się.

- Nie, nic. Kilkoro się tylko lekko podtruło. Wszystko jest w porządku jeśli nie brać pod uwagę, że dwa mieszania, z którymi pan sąsiadował nadają do kompletnego remontu, a przez cały pion do samego parteru przez sufity przecieka woda.

- Woda... – powtórzył bez najmniejszego sensu. – Potrzebna jest woda – mówił coraz głośniej. - Woda! Potrzebna jest woda! Dajcie więcej wody! Woda! Pali się! Niespodziewanie dla wszystkich wstał i zaczął biec przed siebie. Koc, którym był okryty spadł na ziemię. Ci co byli przy nim osłupieli na widok takiego zachowania. Nie zdążyli zareagować tak samo jak kilka osób stojących w tłumie gapiów w których wpadł Bartosz przewracając ich na chodnik pełen deszczowych kałuż. On sam tracąc na chwilę równowagę, nadeptując na leżących, biegł dalej. Ludzi przestał interesować widok dogaszania pożaru. Wszyscy patrzyli na oddalającego się człowieka z usmoloną twarzą, z obandażowaną głową i dłońmi. A Bartosz biegł zrywając opatrunki ukazując wszystkim obecnym czerwone ręce pozbawione skóry i tył głowy bez włosów i ociekający świeżą blizną na którą nałożona była gruba warstwa przeciw oparzeniowej maści.



Każde trzęsienie ziemi czyni spustoszenie. Jednak jeszcze większe zniszczenia powodują trzęsienia wtórne. To pierwsze rujnuje i podkopuje fundamenty. Każde następne pogłębia, to co do tej pory broniło się przed niszczycielską mocą. Wyniszcza do głębi, powoduje przechyły, niszczy podstawy cokołu normalności, by na koniec wszystko to, co było do tej pory lepiej lub gorzej poukładane porozrzucać tak, że nie sposób tego wszystkiego ułożyć na nowo. Zapora oddzielająca umysł Bartosza Badeckiego między normalnością, a szaleństwem od dawna była naruszona i popękana. Strumienie złych myśli z tej strony jaźni, gdzie umiejscowiony jest ludzki obłęd coraz silniej zalewały przeciwległą stronę świadomości. Ich napór stawał się silniejszy i silniejszy. Tak silny, że z każdym dniem, z każdą godziną, a nawet minutą z pęknięć tworzyły się wyłomy. Gdy w wewnętrznym świecie Bartosza nastąpiło kolejne trzęsienie ziemi tama nie wytrzymała ciśnienia. Rozpadła się na miliony kawałków mieszając się ze sobą. Świadomość z podświadomością, rozumienie z niezrozumieniem, nieśmiałość z pewnością siebie, piękno duszy z jej brzydotą, człowiecza karłowatość egoisty i egocentryka z jego wielkością altruisty i znakomitością empatii. A może właśnie to pomieszanie jest normalnością, a etyka, moralność, bezgrzeszność, powściągliwość, uczciwość, ascetyczność i tak dalej i dalej istniejące samodzielnie są obłędem wywołanym przez narzucanie poprawności społecznej i obyczajowej? Bo czy można zostać świętym nie będąc wariatem? Tylko szalony jest wolnym od grzechu człowiekiem.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +