UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział IV

strona 58

Stojąc na niewielkim balkonie wychylał się jak najbardziej mógł. Beatę trzymał poza barierką nad kilkunastometrową przepaścią. Z niecierpliwością przyglądał się strażackiej drabinie, która bardzo powoli zbliżała się do balkonu. Tracił siły. Mdlały mu ręce, a na plecach czuł coraz większe gorąco. Zaczął liczyć. Jeden... dwa... trzy... Wykoncypował sobie, że jak przestanie myśleć o tym, że nie da rady jej utrzymać, że za chwilę wypuści z ramion ciało Beaty, to wytrzyma. Cztery... pięć... sześć... Przed oczyma zaczęło mu się robić ciemno. Na plecach czuł smagający gorącem ogień. Chociaż był całkowicie przytomny fizycznie, to jego umysł tracił kontakt z rzeczywistością. Nie wiedział jak to się stało, że przekazał Beatę w ręce strażaka, nie wiedział jakim cudem znalazł się na dole. Pełnię świadomości odzyskał w karetce pogotowia, gdy ze zdziwieniem spoglądał na swoje dłonie zawinięte w bandaże.

- Gdzie moja córka!? – krzyknął.

- Jaka córka? – odpowiedział pytaniem stojący w pobliżu strażak.

- Kilkumiesięczna dziewczynka, Berenika, moja córka...

- To tam jeszcze ktoś był? – strażak chciał pobiec, by powiadomić kolegów, że wśród płomieni jest jeszcze jedna istota ludzka, gdy do Bartosza zbliżała się sąsiadka z dzieckiem na ręku. Głęboko odetchnął?

- A co z Beatą...?

W odpowiedzi spotkała go głucha cisza.

- Co z Beatą...?

- Chodzi panu o tą kobietę, co pan ją... – nastąpiła dłuższa chwila milczenia. – Nie żyje... nic się nie dało zrobić.

z0940 (24 kB)

Bartosz Badecki poczuł się tak, jakby to on ją zabił. Chociaż nie wiedział co było przyczyną pożaru, całkowitą winę za tragedię brał na siebie. Co prawda nie pragnął jej śmierci i starał się odsunąć ją od planów jakie miał wobec siebie i córki, ale uważał, że to on sprowokował los. Był przekonany, że myśli jakimi był ostatnio owładnięty wznieciły wydarzenia, bo to co on miał zamiar zrobić nie miało prawa się stać. To nigdzie nie było zapisane i aby linia życia nie została zmieniona, niezbędny był nieodwracalny, spektakularny i tragiczny p_r_z_y_p_a_d_e_k_. Jednocześnie nie opuszczała go myśl, że gdyby nie niedorzeczne zamierzenia, to wszystko potoczyłoby się inaczej. Przyszedłby do domu, zdjął buty, założyłby domowe obuwie, umył ręce, zjadł obiad, rozmawiał z Beatą, przytulił Berenikę, a gdy z jakiegoś powodu zacząłby rodzić się ogień, zdusiłby go zanim ten zacząłby swoje niepodzielne rządy.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +