UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział IV

strona 54

- Bartek. Nie chciałam. Przepraszam. – kajała się klęcząc przed skulonym partnerem. – Nic ci nie jest? Bartek, proszę, wybacz mi. Nic ci nie zrobiłam? Wszystko dobrze? Powiedz coś...

- M_u_s_i_s_z__ s_i_ę__ w_y_p_r_o_w_a_d_z_i_ć_._._. – cedził przez zaciśnięte z bólu zęby.

W tym samym momencie zaczęła kwilić Berenika.

- Muszę dziecku dać jeść – powiedziała, jakby nic się nie stało. – Porozmawiamy później.

Wstawiła butelkę z przygotowanym wcześniej mlekiem do podgrzewacza i nacisnęła przycisk odblokowujący przepływ prądu. Nie działał. Czynność powtórzyła jeszcze kilkukrotnie, ale bez efektu. Wyjęła butelkę i kilka razy lekko uderzyła podgrzewaczem o blat kuchennej szafki. Zapaliła się lampka kontrolna informując, że energia elektryczna zacznie podgrzewać przygotowany wcześniej niemowlęcy posiłek.

- Prosiłam cię, abyś to naprawił – powiedziała z wyrzutem wskazując na podgrzewacz. – Albo kup nowy, bo to jest złom.

Bartosz nie odezwał się. Ból minął. Wstał z kolan i spokojnie przyglądał się kobiecie. Ta wyjęła ciepłą butelkę z mlekiem i poszła nakarmić Berenikę. Został sam ze swoimi planami, które w efekcie zakończyłyby cierpienia, a które od ponad trzech miesięcy miały jedno podłoże, ale objawiały się w najróżniejszy sposób.

„Racja – pomyślał. – Berenika nie może być głodna... Później... później... później to załatwię.” Wyszedł z mieszkania.



z0940 (24 kB)

Opętanie, paranoja, psychoza, obsesja, obłęd. Jakby tego nie nazywać Bartosz Badecki był tym czymś owładnięty z coraz większą mocą. Szedł przed siebie na nic nie zważając. Nie czuł, że potrąca idących z naprzeciwka ludzi. Nie zauważał, że wchodzi na ulicę w chwili, gdy dla pieszych świeci się czerwone światło. Nie zastanawiał się dokąd idzie, ale tę drogę miał mimo wszystko wytyczoną. Dojście na cmentarz zajęło mu ponad godzinę, a gdy już znalazł się przy mogile żony usiadł na nagrobnej płycie i zaczął mówić ni to sam do siebie, ni to ducha ukochanej, ni to do ludzi idących odwiedzić groby swoich bliskich.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +