UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział II

strona 51

Zatrzymali się na podjeździe na którym czekał Dariusz Pomian właściciel sklepu z męską odzieżą.

- Otwórz te cholerne drzwi! Chcę wysiąść!

- Proszę bardzo.

Wysiadła z auta i z całej siły trzasnęła drzwiami.

- Siedź tu! – machnęła ręką w kierunku syna.

Podeszła do Darka i stanęła przed nim w odległości kilku centymetrów patrząc z taką złością, a może wręcz nienawiścią, że zrobił krok do tyłu.

- Cześć Marteczko.

- Jaka Marteczko?! – zaczęła krzyczeć. – Co za Marteczko! Czego wy ode mnie chcecie. Nie chcę was znać!

- Marta, ja cię kocham – gospodarz posesji powiedział błagalnym głosem.

- Jakie kocham, co za kocham! – kobieta nie spuszczała z tonu. - Nie ma czegoś takiego jak kocham...

- Ale przecież ty mówiłaś...

- Nic nie mówiłam! – przerwała mu. - Odwal się ode mnie raz za zawsze!

- Mówiłaś, że mnie kochasz. Wróć proszę!

- Czy ty idioto nic nie rozumiesz? Ja już nikogo nie kocham i nie pokocham. Wszyscy jesteście tacy sami! Niewiadomo skąd pojawiła się jakaś zdzira i zabrała mi to co miałam, co kochałam. To teraz ja zabieram wam to samo. Ty kretynie! Chodziło mi tylko o to, żeby was zniszczyć. Miałeś żonę? Miałeś rodzinę? Nie masz? I bardzo dobrze. O to mi chodzi, żebyście cierpieli tak jak ja cierpiałam. Odpierdolcie się ode mnie. Marta podeszła do samochodu i otwierając drzwi wypuściła Michała. Wzięła go za rękę i poszli nie oglądając się za siebie. W tym samym czasie Darek zachowywał się tak, jakby to, co usłyszał wcale do niego nie dotarło.

- Marta! Wróć! Czekam na ciebie! Kocham cię! Słyszysz! Kocham!

Przyglądający się temu wszystkiemu Zygmunt w dalszym ciągu nie miał pewności czy ta kobieta z premedytacją rozbiła rodzinę Dariusza Pomiana czy może tylko w tej chwili chciała go zranić do tego stopnia, aby ten przestał się za nią uganiać. To rozważanie miało ten sens, że warunkowało odpowiedź na pytanie: czy równie perfidnie rozbiła małżeństwo Anny i Jana, czy może rzeczywiście się zakochała i z perfidią nie ma to nic wspólnego. Nie znajdował jednoznacznej odpowiedzi.

Nazajutrz z samego rana pojechał na posterunek policji w którym miał złożyć oficjalne zeznania dotyczące Anny. Po zapisaniu jego słów i podpisaniu protokołu na policyjnym biurku zadzwonił telefon.

- Słucham...

- ...

- Zaraz będę.

- ...

- O’key...

Odłożył słuchawkę i zwrócił się do Zygmunta.

- Zostaje pan zatrzymany w związku z podejrzeniem o ciężkie pobicie Anny Szulc.

z0940 (24 kB)

- Słucham? – przerażenie, zdziwienie, niedowierzanie, niemoc skumulowały się w tym jednym słowie „słucham”.

- W tej chwili na 48 godzin, co będzie dalej zadecyduje prokurator. Proszę wstać. Idziemy...

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +