UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział II

strona 48

- Co tu się dzieje... – Zygmunt spytał spokojnie, gdy załoga karetki pogotowia wyniosła Annę. – Jan! Dlaczego ona tak strasznie wygląda? Kto ją pobił? Co się stało...

Jak na tragizm całej sytuacji mówił to bardzo spokojnie. Nie wykazywał emocji. A może był tak bardzo rozemocjonowany, że wiedział, iż musi te emocje jak najbardziej trzymać na wodzy? Gdy czekał na odpowiedź, Jan stał przodem do okna i patrzył jak nosze na których leży jego żona wsuwane są do ambulansu.

- Jan... – powiedział Zygmunt, jakby chciał sprawdzić czy mąż jej przyjaciółki słyszał pytania. Ten jednak nie odpowiedział. Wziął do ręki butelkę z grubego szkła wypełnioną malinowym syropem, ścisnął ją z całej siły, odwrócił się i z pełną mocą rzucił o przeciwległą ścianę. Pękające kawałki szkła odbijały się od twardej powierzchni wracając w kierunku rzucającego. A gdy malinowy syrop zaczął powoli spływać po ścianie Jan odezwał się całkowicie beznamiętnym głosem.

- Nie teraz, nie teraz... nie dziś... idź już... idź.

Choć Zygmunt był całkowicie zdezorientowany rozumiał jedno. W tej chwili niczego się nie dowie. Bez słowa wyszedł z mieszkania i pojechał do szpitala. Ze względu na brak pokrewieństwa lekarze nie chcieli z nim rozmawiać na temat stanu zdrowia pacjentki. Dowiedział się jedynie, że będzie miała wykonaną serię badań i obecnie nie ma na to szans, aby ją odwiedzić.

- Pan jest mężem Anny Szulc? – usłyszał niespodziewany głos, gdy w zamyśleniu siedział na szpitalnym korytarzu.

- Nie. Jestem jej znajomym – odpowiedział wstając z krzesła przed rosłym policjantem.

- Wie pan kto ją pobił?

- Nie mam pojęcia.

- Ale był pan przy niej, gdy zabierało ją pogotowie?

z0940 (24 kB)

- Tak, byłem... – ze szczegółami opowiedział czego był świadkiem.

Policjant spisał dane Zygmunta i poprosił, aby nazajutrz zgłosił się do komendy, żeby oficjalnie zaprotokółować zeznania. Gdy mundurowy oddalał się zobaczył, że z sali w której przebywała Anna wyprowadzana jest leżanka do przewożenia chorych. Od razu poznał przyjaciółkę. Podbiegł do niej, by spytać jak się czuje. Ona zdawała się go nie zauważać. Idąc tuż przy popychanej przez pielęgniarki leżance powtarzał jak mantrę.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +