UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział II

strona 47

Znajdując się w tym przedśmiertnym letargu nie odczuwała rzeczywistych bodźców zewnętrznych. Konkretne dźwięki zamieniły się w szum. Przestał istnieć wszechobecny zapach jej własnego moczu. Nie doświadczała bólu spuchniętej i podrapanej twarzy, ani pierwszych odparzeń skóry spowodowanych przez urynę żrącą jej uda i pośladki. Przestał jej dokuczać przykry smak w ustach, a głód zapomniał o swoim istnieniu. Do tego wszystkiego dochodził wizualny obraz otaczającego ją aktualnie świata. Z jednej strony zamglony, o nieostrych konturach, a z drugiej falujący, przemieszczający się i bezbarwny. I wtedy stało się coś, co wzbudziło w niej potrzebę obrony, walki, ucieczki. Był to głos Zygmunta, który właśnie wszedł do mieszkania i zobaczył Jana, który na rękach wynosił Annę z piwnicy:

- Co się stało...! Rany boskie co się stało! Trzeba dzwonić po pogotowie - krzyczał Zygmunt stojąc na kuchennym progu.

Anna zaczęła się rzucać, miotać, wyrywać, chciała gryźć i drapać. Zachowywała się jak człowiek, który nie traci nadziei choć stoi przed plutonem egzekucyjnym. Nie mogła pojąć dlaczego wraz z Janem, także Zygmunt nie pozwala się jej oswobodzić, a jedynie mocno trzyma, by nie mogła się ruszać. Poddała się. Przestała wierzgać nogami i wymachiwać rękami. Przestała wyginać ciało w nienaturalnych pozach i szukać ustami czegoś co mogła by boleśnie ugryźć. I leżąc tak, powoli zaczął powracać świat realny. W oszołomieniu stwierdziła, że nie jest już w ciemnej pakamerze, a leży w kuchni na stole, że nie jest związana, że jej usta nie są zaklejone plastrem, a z góry spoglądają na nią Jan z Zygmuntem.

- Już dobrze... – powiedział mąż.

- Już dobrze... – powtórzył przyjaciel.

Nie wiedziała co jest dobrze. Nie wiedziała dlaczego jest dobrze. I chociaż zmysły powoli zaczęły rodzić się ponownie, nie była pewna czy żyje. Ból, który do tej pory nie miał znaczenia, teraz zaczął dawać znać o sobie, mówiąc: „a jednak żyjesz”.


Szok jakiego doznała Anna na skutek przeżycia, które przekroczyło zdolność naturalnego pojmowania w odniesieniu do zwykłej codzienności był tak silny, że w chwili, gdy leżała na stole przypominała sobie niewiele ze swojego życia. Wiedziała, że jeszcze niedawno była w szpitalu, ale nie wiedziała dlaczego. Czuła, że coś złego dzieje się z jej małżeństwem, ale nie wiedziała co było tego przyczyną. Wiedziała, że Jan jest jej mężem, a Zygmunt przyjacielem, lecz nie wiedziała dlaczego tych dwóch mężczyzn przygląda się jej leżącej w tak nie komfortowym miejscu. Całkowicie zatraciła pamięć ostatnich dni. Marta, syn tej kobiety, zdrada dokonywana niemalże na jej oczach, awantury i ciemna piwnica zostały wyplute ze świadomości. To co pozostało to strach. Nie bała się czegoś konkretnego – czy to człowieka, czy tego co może się zdarzyć za chwilę – bała się tak po prostu. Spojrzeniem otaczała pomieszczenie, spoglądała na mężczyzn, na to co robią i odczuwała coraz większy lęk. Chciała się schować, zapaść w samą siebie lecz powrócił stan bezsiły i bezwolności. I tylko trwoga dominowała zwiększając swe natężenie z każdą chwilą, gdyż obok niej było coraz więcej ludzi. Poczuła ukłucie, a po chwili ukojenie szalejącego umysłu. Zdążyła jeszcze zanotować, że ktoś ubrany w biały fartuch przenosi ją, a nad nią przesuwa się sufit.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +