UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział II

strona 46

- Nic jej nie jest. Może poszła na spacer.

- Ty się nie wygłupiaj. To jest zbyt poważna sprawa, żeby tak ją bagatelizować. Ja wiem, że między wami nie jest najlepiej, ale to przecież jeszcze twoja żona. Zbieraj się i przyjeżdżaj.

- Przestań się wtrącać w nie swoje sprawy – Jan krzyknął do słuchawki i rozłączył się.

W pierwszym odruchu Zygmunt chciał wybić szybę w oknie i wejść do mieszkania. Nie odważył się. Jeszcze raz obszedł dom dookoła. Chcąc się zastanowić co robić dalej, usiadł na ławeczce w altance. Ponownie kilkukrotnie próbował dodzwonić się do Anny, ale bez efektu. W pewnej chwili zobaczył samochód Jana. Nie wjechał na podwórko. Zatrzymał się przed bramą. Gospodarz szybkim krokiem przemieścił się pod drzwi. Altanka stała w głębi ogrodu, więc trudno mu było zauważyć Zygmunta, a ten na wszelki wypadek schylił się, aby nie zostać zauważonym. Zrobił to odruchowo, jakby bał się awantury. Czekał i nie wiedział co ma zrobić. Po trzech minutach nacisnął klamkę wejściowych drzwi.

***

Anna spała. Gdy się przebudziła ujrzała męża, który nachyla się nad nią trzymając duży kuchenny nóż. Ten sam, którym niedawno skaleczyła dłoń. Nie poczuła strachu, choć myśl, że jej życie dobiega końca stała się wręcz namacalna. W jednej chwili w umyśle narodziła się modlitwa, tuż pod nią przenikały wspomnienia, a jeszcze niżej odczuwała zupełną nicość. To chyba jednak był strach. Nie taki objawiający się skurczem żołądka czy panicznym miotaniem się ciała mającym być bezproduktywną ucieczką przed śmiercią. To był strach, który wywołał w niej żal za popełnione w życiu grzechy, który spowodował błyskawiczny rozrachunek z życiem i refleksję nad tym czy po drugiej stronie jest coś wartego uwagi. Bała się tego, że jej życie zostanie przeniesione na śmietnik wspomnień ludzi, którzy ją znali, a wspomnienia te będą przykrywane innymi wspomnieniami, aż w końcu rozpadną się w niepamięci. Bo jak można pamiętać człowieka, który niczego ważnego w życiu nie dokonał? Nie spłodził dziecka, nie skomponował muzycznego utworu, nie napisał wiersza, nie posadził nie tylko drzewa, ale całego lasu, nie potrafił tak kochać, aby być kochanym do śmierci, nie umiał dawać radości, nadziei, wiary tym którzy tego potrzebowali, nie zdołał dawać w taki sposób, aby obdarowany miał poczucie, że ten dar jest czymś wielkim, a nie tym co mu się zwyczajnie należy i nie trzeba za to dziękować.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +