UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział II

strona 45

Zygmunt przez pół dnia rozmyślał nad tym jak ma postąpić. Początkowo chciał powiadomić Jana o tym, że spotyka się z Martą i że wszystko idzie ku temu, że jest gotowa do zdrady. Dodałby też opowieść właściciela sklepu. Zaniechał jednak tego pomysłu. Znał ludzką naturę. Jan z pewnością przyjąłby założenie, że on przyjaciel Anny chce skłócić go z kochanką, aby powróciło status quo. Poza tym nagłe porzucenie sklepikarza zadziałałoby na korzyść Marty. Przecież jednego porzuciła dla drugiego, a więc to jeszcze bardziej upewniłoby Jana, że tylko wielkie uczucie mogło spowodować zmianę partnera. Pomyślał też o Annie i zadecydował, że o wszystkim ją powiadomi. Może razem coś wymyślą. Zatelefonował do niej, ale nie odbierała. Potem jeszcze raz zatelefonował i jeszcze raz. Wciąż nikt nie odbierał. Zaniepokoił się i zadzwonił do Jana.

- Nie wiesz co się dzieje z Anką? – spytał.

- Jest w domu – usłyszał w odpowiedzi.

- Dzwonię do niej i dzwonię, i nic. Nie odbiera.

- Pewnie wyciszyła telefon. Ona teraz dużo śpi.

- Na pewno wszystko dobrze? – upewniał się Zygmunt.

- Wszystko w jak najlepszym porządku.

Słyszał nienaturalny głos Jana. Przytłumiony. Jakby trochę obcy. Tuż po południu pojechał odwiedzić przyjaciółkę. Było mu już wszystko jedno czy zdradzi się przed Martą czy nie. Na wszelki wypadek nie pojechał swoim samochodem, a wziął firmowego busa. Zatrzymał się kilka domów wcześniej i ruszył piechotą. Po wielokrotnym w ciągu paru minut naciśnięciu dzwonka przy furtce zaczął niepokoić się coraz bardziej. Pamiętał jak kilka dni temu Anna otworzyła bramę wjazdową. Wsunął rękę między pręty i szukał jakiegoś przycisku. Znalazł. Brama zaczęła się odsuwać. Wszedł na podwórko podchodząc do drzwi frontowych. Zapukał. Jeszcze raz zapukał. Nacisnął klamkę. Było zamknięte. Obszedł dom dookoła. Wszystko wskazywało, że nie ma tu żywej duszy, ale nie wiedzieć czemu miał przeczucie, że ktoś w domu jest. Ponownie zatelefonował do Jana.

- Słuchaj Jan. Musiało coś się stać. Jestem u ciebie na podwórku. Dzwonię, pukam i nic. Anna nie otwiera. Przyjeżdżaj zaraz, trzeba sprawdzić co z Anną.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +