UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział II

strona 44

- Dzisiaj ja odprowadzę Michała do szkoły – powiedziała wczesnym rankiem leżąc w łóżku. – I wrócę późno. Nie denerwuj się.

- Gdzie będziesz?

- Mam do załatwienia kilka spraw.

Nie pytał co to za sprawy.

- A co z nią?

- Znowu to samo – zirytowała się Marta. – Przestań się o nią martwić. Martw się trochę więcej o mnie!

- Trzeba chociaż dać jej jeść. – rzekł nieśmiało.

- Dobrze, dobrze. Zanim wyjdę zajrzę do niej. Coś jej zaniosę.

Przed pójściem do pracy Jan robił wszystko, aby niepostrzeżenie odwiedzić uwięzioną, ale Marta obserwowała jego każdy krok i podświadomie wyczuwała jego zamiary.

- Co się tak czaisz? – powiedziała w końcu. – Przecież powiedziałam ci, że zaniosę jej śniadanie. Idź już.



Czas bez wschodu i zachodu słońca traci swoje znaczenie. Permanentna ciemność wywołuje stan przygnębienia i strach. Ten towarzyszył Annie w każdej sekundzie. Niemoc do podjęcia jakichkolwiek działań, potęgował go w dwójnasób. Zasypiała, budziła się i znów zasypiała. Zdawało jej się, że przespała całą noc, choć tak naprawdę sen trwał jedynie kilka minut. Po przebudzeniu zastanawiała się jak długo tu przebywa. Czy to już dzień, czy jeszcze noc. Czy jest tu kilka godzin, czy kilka dni. Niczego nie pragnęła więcej niż tego, aby ten koszmar się skończył. Lecz gdy usłyszała, że ktoś wchodzi do piwnicy strach osiągnął najwyższy możliwy poziom. Słysząc otwierane drzwi coś ją obezwładniło. Coś całkowicie odebrało silę mięśniom. Wtedy oślepiło ją światło padające z piwnicznego korytarza. Zanim rozpoznała postać stojącą za progiem usłyszała głos.

- Co tu tak śmierdzi? – to był głos Marty. – Zejszczałaś się. To i dobrze. Nie ma co powstrzymywać, bo to niezdrowe. Szczaj dalej. Cześć. Ja lecę.

z0940 (24 kB)

Czy można cieszyć się z zamknięcia w pomieszczeniu półtora metra na dwa, leżąc na betonowej podłodze, bez dopływu świeżego powietrza, bez światła i bez pewności, że się kiedyś stąd wyjdzie? Można! Gdy oczekuje się czegoś naprawdę złego, to to lepsze od złego choć prawie tak samo złe staje się wybawieniem

.

Tak właśnie czuła się Anna.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +