UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział II

strona 43

Była sama w domu. Chodziła po nim i nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Weszła na piętro. Otworzyła garderobę i zobaczyła mnóstwo ubrań kobiety, której obecność doprowadzała ją do szału. Sama nigdy nawet nie miała połowy tego. Jan raczej nie był hojny w tym względzie i tylko z rzadka finansował jakiś fajny ciuch. W szafce nocnej, gdy jeszcze spędzała tu noce leżały nożyczki. Były i teraz. Wyjęła je i ubranie po ubraniu zaczęła rozcinać. Miała przy tym dużo radości, takiego nieco niezdrowego spełnienia, poczucia słodkiej zemsty. Nie zastanawiała przy tym nad ewentualnymi konsekwencjami. To było takie przyjemne. W rzeczywistości była to odpowiedź na własną bezradność. Nie wiedząc co ma zrobić ze swoim życiem, z Janem i z Martą odnalazła element zastępczy jakim stało się niszczenie własności znienawidzonej kobiety.

Niebawem poczuła głód. Jak przypuszczała było około ósmej wieczorem, kiedy to zwykle zjadała małą przekąskę. Poczuła też chłód, choć twarz ją piekła. Wkrótce przyszły dreszcze. Doszła do wniosku, że zapewne ma gorączkę. Tymczasem tuż nad nią dwoje dorosłych i jedno dziecko spożywało kolację.

- Może zaniosę jej coś do jedzenia? – Jan spytał nieśmiało.

- A po co? Nic się jej nie stanie jak się trochę przegłodzi. To podobno dobre dla zdrowia.

Marta niezmiennie mówiła, tym swoim miłym, ciepłym i ujmującym głosikiem lecz Jan usłyszał w nim jakąś zmianę. Coś mało dostrzegalnego, ale znamionującego kłopoty. Zaczął się jej trochę bać. Dotąd układało im się doskonale. W ogień by skoczył za tą kobietą, ale teraz przerażała go jej nieobliczalność. „Owszem, w łóżku była szalona – myślał – ale jak do tej pory w dzień ułożona, dobrze wychowana i grzeczna. Co prawda czasami okazywała tak zwane różki i lubiła sobie porządzić, ale kto tego nie lubi.”

- Pójdę zobaczyć co z nią. – Jan przerwał wszechogarniającą ciszę.

- Siedź! – powiedziała stanowczo. – Nic jej nie będzie. – dodała spokojnie. – Zjemy kolację, pooglądamy telewizję i pójdziemy spać. Lubisz tą panią co z nami mieszka? – spojrzenie skierowała na Michała. Chłopiec ze spuszczoną głową wpatrując się w talerz na którym już nic nie było, pokręcił głową, co oznaczało zdecydowane nie. – No widzisz? – tym razem spojrzała się na Jana.

z0940 (24 kB)

Okoliczności zaczęły przerastać mężczyznę. To prawda, że był impertynencki wobec żony, że robił jej wiele przykrości, a słowami ranił do kości. W swym egoizmie chciał nawet, żeby umarła, pozostawiając go wolnym i swobodnym wdowcem. Lecz to co wydarzyło się tego dnia przewartościowało jego pogląd co do Anny i Marty. Tej pierwszej zrobiło mu się żal, a drugiej nie mógł poznać. Biła z taką zapamiętałością, że ciarki go po plecach przechodziły. Chociaż był od niej większy o dwie głowy i cięższy co najmniej o 20 kilogramów, to bał się do niej zbliżyć w chwili, gdy trzymała nóż w ręce krojąc chleb na kolacje. Ten nóż później leżał na stole podczas posiłku tuż przy niej i to był powód dla którego zgadzał się na wszystko. Istniała jednak i druga strona postrzegania. Martę kochał tak, jak uczniak i w każdej chwili był gotowy dla niej zrobić bardzo wiele. Do Anny nigdy nie czuł czegoś takiego, a co gorsza, obecnie sama świadomość o obecności żony bardzo go drażniła. Skrajne myśli ścierały się ze sobą, walczyły i gryzły jak wściekłe psy. Do czasu. Gdy późnym wieczorem Marta położyła dłonie na jego nagim torsie, gdy wilgotnymi ustami pieściła jego brzuch, gdy... Jan zapominał o bożym świecie, a co dopiero o Annie zamkniętej w piwnicy.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +