UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział II

strona 41

- Ona się nie rusza! – mężczyzna przestraszył się szybko podnosząc poduszkę. – Zabiliśmy ją! Słyszysz? Zabiliśmy ją!

- Uspokój się... Spokój!!! Nie panikuj... – położyła dwa palce na szyi ofiary szukając tętna. – Uspokój się. Żyje.

- No i co teraz? – Jan wydawał się być w szoku.

- Mamo, co wy robicie? – Michał stał w drzwiach pokoju i przyglądał się niecodziennej sytuacji. Nie wiedzieli jak długo ich obserwował, ale przynajmniej Marty niewiele to obchodziło.

- Idź do swojego pokoju i nie wychodź stamtąd dopóki nie przyjdę po ciebie. – Michał ani drgnął. – Już! – krzyknęła, co wywołało oczekiwana reakcję chłopca. Wycofał się i poszedł tam gdzie mu kazano.

- No i co teraz? – powtórzył Jan.

- Trzeba ją gdzieś zamknąć. Mam jej dość.

- Zwariowałaś? Trzeba zadzwonić na pogotowie.

- I co im powiesz?

Tym krótkim zdaniem przekonała mężczyznę.

- Do piwnicy z nią – zakomenderowała. – Nie! Najpierw przynieś jakiś sznur i plaster, żeby zakleić jej gębę.

Bez słowa spełnił polecenie. Gdy Marta oczekiwała na powrót kochanka zauważyła, że Anna zaczyna odzyskiwać przytomność. Na wszelki wypadek usiadła na niej tak, aby nie mogła się poruszyć.

- Zaklej jej usta – rozkazała, gdy wrócił.

Robił to niezdarnie, trzęsącymi się ze zdenerwowania rękami. Potem w ten sam sposób nieporadnie związał żonie ręce i nogi. Następnie na kolejne polecenie Marty i przy jej pomocy wziął Annę na ręce, przerzucił przez ramię i zniósł do piwnicy. Zamknęli ją w ciasnym składziku bez okna i światła. Po tym wszystkim wrócili do mieszkania, żeby się naradzić.

- No i co teraz? – Jan był zaprogramowany na to jedno zdanie.

- Co teraz, co teraz... – odburknęła Marta. – Trzeba się zastanowić i coś z nią zrobić.

z0940 (24 kB)

- Co chcesz z nią zrobić? – spytał bojaźliwie nie wiedząc co ona ma na myśli, ale bojąc się, że to o czym myśli może być rozwiązaniem ostatecznym.

- Posiedzi ze dwa dni w ciemności, bez jedzenia i bez picia, to zmądrzeje.

Janowi nie bardzo podobało się takie rozwiązanie lecz w porównaniu do tego o czym myślał, był to pomysł niezwykle łagodny w swoim zamyśle.

- A jak się komuś poskarży? – wybiegał w przyszłość.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +