UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział II

strona 38

Zygmunt słuchał opowieści mężczyzny i z każdą chwilą rosło w nim niezrozumienie jak można tak bardzo zwariować dla kobiety.

- Nie domyśla się pan co mogło się stać, że tak znikła? – spytał

.

- Nie mam najmniejszego pojęcia. A pan jak ją poznał?

Zygmunt nie chciał zagłębiać się w szczegóły. Powiedział tylko o przypadkowej stłuczce na parkingu.

- Naprawdę nic pana z nią nie łączy? - dopytywał się Darek.

- Naprawdę... może mi pan wierzyć. I mogę panu obiecać, że nie zamierzam się angażować.

Gospodarz zaczął nerwowo poruszać się na krześle.

- Pomoże mi pan ją odnaleźć? – spytał. – Chcę, żeby mi chociaż wytłumaczyła o co w tym wszystkim chodzi. Dlaczego zostawiła mnie bez słowa.

- No... nie wiem... powiem szczerze... niech się pan nie obrazi. A jeśli to wszystko co pan mi opowiedział jest kłamstwem? Jeśli pan ją maltretował i Bóg wie co jeszcze? I właśnie dlatego od pana uciekła... Proszę o wybaczenie, ale to jest przecież o wiele bardziej prawdopodobne, niż opowiedziana przez pana historia.

- Proszę ze mnie nie żartować. Czy w tej restauracji Marta była przestraszona? Bała się mnie?

- Hmmm... zastanowił się gość Darka. – Kto wie? Za pewnie to ona się wtedy nie czuła. No nie wiem. Muszę się zastanowić. Muszę jeszcze coś sprawdzić. Zastanowię się. Będziemy w kontakcie. Odezwę się. Na pewno. Proszę czekać.

Zabawa w rozszyfrowywanie Marty zaczęła się Zygmuntowi bardzo podobać. Było to coś innego, nowego, a nawet ekscytującego. W tej chwili nie chciał o tym mówić swojej przyjaciółce Annie. Uznał, że sprawa jest zbyt zagadkowa i na razie trzeba ją trzymać w tajemnicy. Wziął telefon do ręki i zadzwonił.

- No i jak się czujesz?

- Świetnie! – ironizowała Anna.

z0940 (24 kB)

- Nic ci nie trzeba pomóc?

- Nie, dzięki, jakoś daje sobie radę. Jakby coś, to zadzwonię...

W tle Zygmunt usłyszał głos Marty.

- Wyjdź stąd!

- Przepraszam cię, muszę kończyć – rozłączyła się. – To jest moja małżeńska sypialnia. W przeciwieństwie do ciebie, ja jestem u siebie – powiedziała do Marty.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +