UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział II

strona 37

- Widzi Pan? Mam wszystko! Miałem też żonę i dzieci, ale coś mi strzeliło do głowy i zwariowałem dla Marty. Poznałem ją w sklepie. Na początku nie zwróciłem na nią uwagi, a jak ją zobaczyłem, to wcale nie pomyślałem sobie „ale bym ja przeleciał”. I niech pan sobie wyobrazi nawet sam nie wiem jak to się stało, że wylądowałem z nią w łóżku. Była doskonała. W życiu takiej kobiety nie miałem. Co prawda ja wiedziałem, że te brzydsze i średnio ładne są z reguły lepsze w łóżku, niż zjawiskowe piękności, ale to co ze mną wyczyniała Marta... Mój Boże! To się tylko tak mówi: „orgazm”. Niech mi pan wierzy, albo i nie, ale z nią doznawałem czegoś nadludzkiego. Chodziłem z nią po hotelach, a po dwóch tygodniach wynająłem kawalerkę, żeby było taniej i bezpiecznej. Po kolejnych dwóch tygodniach powiedziała: „Ja nie potrafię być tą drugą”. Ja oczywiście obiecywałem, że porozmawiam z żoną, ale tak samo bałem się tej rozmowy jak rozstania z Martą. W końcu ktoś musiał mnie przyuważyć i doniósł żonie, że się tu i tu spotykam z jakąś kobietą. Drzwi nie zamknięte, Marta na mnie szaleje jak zawsze, a ja widzę jak nad nami stoi moja żona. Powiem panu, że nawet się ucieszyłem, bo to trwało już prawie drugi miesiąc i strasznie mnie to męczyło. Ale to była jednak moja żona, matka moich dzieci. Nie wiem co chciałem jej powiedzieć, ale popędziłem do domu. Pakowała swoje i dzieci rzeczy. Nie chciała ze mną rozmawiać. I niech pan sobie wyobrazi. Żona zabrała dzieci i pojechała do rodziców, nawiasem mówiąc moich rodziców, a ja jestem szczęśliwy. Przecież ją kochałem. Ciągle ją kocham. Zachowywałem się jak gówniarz. Zaraz zatelefonowałem do Marty i powiedziałem jej, że jestem wolny. Na drugi dzień się do mnie wprowadziła. Wtedy dowiedziałem się, że ma syna. Ale co tam! Nieważne! Za tydzień już jej nie było. Przychodzę ze sklepu, a dom pusty. Czekam godzinę, czekam drugą, trzecią, a jej nie ma. Dzwonię do niej. „Abonent czasowo niedostępny”. I tak całą noc. Co ja wtedy przeżyłem! Niech pan sobie wyobrazi, że przyszło mi do głowy, że ją porwali. Na drugi dzień poszedłem na policję zgłosić zaginięcie. Nie miałem ani zdjęcia, a nawet nie wiedziałem jak się nazywa. Rozumie pan! Takiego pierdolca na jej punkcie dostałem. Jasna sprawa, że policjanci mnie wyśmiali. Mijał tydzień, drugi, trzeci, a ja wciąż jestem taki, jakby mi ktoś obuchem po łbie przywalił. Ze sto razy dziennie do niej dzwoniłem, a tam ciągle to samo: „Abonent czasowo niedostępny”. Byłem bezsilny. Zabili ją, porwali, co do cholery mogło się stać. Przecież było nam tak dobrze. Nie chciała być drugą? Stała się pierwszą. I jak kamień w wodę. Powoli zacząłem się uspokajać. Pojechałem do rodziców, a ci nie chcą ze mną rozmawiać. Chcę porozmawiać z żoną, ja do niej mówię, a ona jakby mnie w ogóle nie widziała i nie słyszała. Przez ostatnie dwa miesiące co weekend dymam po 250 kilometrów do rodziców. Proszę, błagam, przepraszam i nic. Kilka dni temu dostałem pozew o rozwód. No i wczoraj. Jak zobaczyłem z panem Martę, to znowu mi odbiło. Ona robi ze mną coś takiego, no nie wiem. Jakby powiedziała: „Darek wracam do ciebie”, to bym ją przyjął i o nic nie pytał. Jak myślę o niej, to aż ręce zaczynają mi się trząść. Nie, nie ze zdenerwowania. To są takie silne emocje...

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +