UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział II

strona 35

Umówili się za dwa dni wieczorem. Oboje byli zadowoleni. Ona, bo kolejny facet był jej zdobyczą. Przystojny, bogaty, grzeczny. Nie myślała o nim jako o kimś na przyszłość. Miała już jednego przystojnego, bogatego i grzecznego z którym żyła kawałek życia. Nie wiedziała co z tego wyniknie dalej i nie chciała się nad tym zastanawiać. Natomiast on był zadowolony, gdyż miał w sobie przekonanie, że udało mu się ją zmanipulować, by uwierzyła w jego dobre intencje.

Następnego dnia poszedł do tej samej restauracji, w której spotkał się z Martą. Stanął przed kelnerem i spytał czy pamięta sytuację z wczoraj, gdy wyprowadzali hałaśliwego gościa.

- Tak – odpowiedział kelner. – Przychodzi do nas czasami na obiad, ale nigdy tak się nie zachowywał.

- Wie pan, jak on się nazywa, albo chociaż cokolwiek o nim? Kelner wymownie spojrzał się na Zygmunta. Ten w lot zrozumiał o co chodzi. Dyskretnie wyjął z portfela pięćdziesiąt złotych i wsunął do kieszonki kelnerskiej kamizelki.

- Nie wiem jak się nazywa, ale on gdzieś tu w pobliżu ma swój sklep. Kilka razy zapraszał mnie do siebie, bo mówił, że ma dostawę nowych koszul, ubrań czy czegoś tam. Nie byłem zainteresowany, to nawet nie spytałem gdzie ten sklep jest.

- Dobre i tyle. Dziękuję – chciał pójść na poszukiwanie sklepu z męskimi ubraniami, gdy kelner coś sobie przypomniał.

- Zaraz, zaraz. Niech pan przyjdzie za dwie godziny, za drugie pięć dych postaram się ustalić jak się nazywa. Ten gość zawsze płacił kartą kredytową. Może da się coś ustalić.

- Dobrze. Niech pan sprawdzi. Przyjdę za dwie godziny.

Nie przyszedł, bo po godzinie poszukiwań znalazł sklep z męską konfekcją, którego właścicielem był pan Darek. W okolicy mieścił się tylko jeden taki sklep, więc prawdopodobieństwo, że ten pan Darek, to ten sam co Darek zaczepiający Martę było bliskie pewności.

- Szefa nie ma i dziś nie będzie – miła dziewczyna odpowiedziała na pytanie o pana Darka.

z0940 (24 kB)

- A czy mogłaby pani mi dać do niego numer telefonu? Bardzo pilna sprawa.

Dziewczyna chwile się zawahała, ale odmówiła, tłumacząc, że nie może. On jeszcze raz ją prosił, a ona nie chciała się o niczym słyszeć najwidoczniej bojąc się reakcji właściciela sklepu. W końcu Zygmunt dał za wygraną, ale tylko pozornie. Podszedł do stoiska z krawatami, wziął jeden z nich za niespełna sto złotych i podszedł do tej samej dziewczyny prosząc by przyjęła od niego należność. Przy kasie podał jej banknot dwustuzłotowy, a gdy zaczęła wydawać rzekł jak wielkie panisko.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +