UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział II

strona 33

- Marta? Marta! – powiedział z radością. - Szukałem cię. Tak długo cię szukałem. Ale znalazłem.

Kobieta się nieco zmieszała, choć starała się by jej pewność siebie była widoczna dla wszystkich obecnych.

- Czy my się znamy? – spytała spokojnie.

- Marta... no co ty. Nie poznajesz mnie? To ja Darek. Nie poznajesz mnie? Tak się zmieniłem?

- Ja pana nie znam. Mam na imię Marta, ale pana pierwszy raz na oczy widzę! Zygmunt początkowo nie interweniował, ale gdy kobieta stanowczo zaprzeczyła znajomości wstał i grzecznie poprosił, aby nieproszony gość opuścił ich towarzystwo. Ten jednak nie zwracał uwagi na usilne prośby. W końcu Zygmunt podszedł do faceta, wziął go pod rękę i zaczął odciągać w kierunku wyjścia. Ten specjalnie się nie bronił, ale idąc wciąż miał głowę odwróconą w kierunku Marty.

- Marta, wróć do mnie, czekam na ciebie – krzyczał. – Wróć, będzie dobrze.

Zrobiło się małe zamieszanie. Kilku kelnerów otoczyło dziwnego człowieka kategorycznie prosząc, by opuścił lokal. Darek zamilkł i spokojnie wyszedł.

- Znasz go? – spytał Zygmunt.

- Ależ skąd! – obruszyła się Marta. – Nie wiem, może mam sobowtóra i to w dodatku o tym samym imieniu? A może to jakiś wariat? Słyszał jak do mnie mówisz i dlatego wiedział jak mam na imię. Przecież to jakieś szaleństwo. Dajmy już temu spokój. Nie chcę o tym mówić.

I znowu wrócili do rozmowy o niczym. Zygmunt miał tego dość. Postanowił zaryzykować.

- A gdzie teraz mieszkasz?

- Mówiłam ci, wynajmuje dwa pokoje, na przedmieściu. Osiedle nazywa się „Echo” czy jakoś tak...

Nie dało się ukryć zaskoczenia. Otworzył usta, a jego źrenice znacznie się rozszerzyły. Mówiła prawdę przynajmniej jeśli chodzi o nazwę osiedla.

- Mam tam znajomych – również powiedział szczerze.

- Tak? Ja tam nikogo nie znam, oprócz tego małżeństwa, właścicieli domu.

- Jak się nazywają, może to właśnie moi znajomi?

z0940 (24 kB)

- Anna i Jan Szulc – ponownie odpowiedziała zgodnie z prawdą, co wywołało kolejny wyraz zdumienia na twarzy Zygmunta.

- Nie, nie znam, to nie moi znajomi.

- A u tych swoich często bywasz?

- Niezbyt, od czasu do czasu.

- A ostatnio kiedy byłeś?

- Nie wiem. Nie pamiętam. Ale jak ciebie poznałem, to może razem się do nich wybierzemy?

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +