UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział II

strona 30

- Dlaczego to robisz?

- A ty? – odpowiedziała Marta.

- Co ja? – Anna nie potrafiła ukryć zdziwienia.

- No dlaczego to robisz? Przecież wiesz, że Jasiu już do ciebie nie wróci, a ty się uparłaś. Rozeszlibyście, poszli swoją drogą i wszyscy byliby szczęśliwi.

- To jest mój dom! – powiedziała z naciskiem na „dom”.

- Jaki twój dom? – Marta zaśmiała się ironicznie. – Co ty tu masz do powiedzenia. Nawet własnego żarcia nie masz. Lepiej się wyprowadź. Namówię Jasia, żeby dał ci trochę pieniędzy i zjeżdżaj.

- Nie!- krzyknęła. – Nie dam wam tej satysfakcji.

- Wiesz co? Naprawdę mi cię żal. Widziałaś siebie w lusterku? Zobacz jak ty wyglądasz. Niech wreszcie dotrze do tej twojej małej główki, że jak tu zostaniesz, to zrobimy ci takie piekło...

- To ja wam zrobię piekło... – Anna weszła w zdanie.

- Takie piekło – kontynuowała matka Michała – że albo uciekniesz, albo zejdziesz z tego świata, bo ci łeb krew zaleje.

- Ty mi grozisz?

- Ależ skąd. Ja daje ci tylko wybór. Daje ci wolną wolę. Daje ci szansę.

- Szansę – powtórzyła Anna. – Ty swoją szansę już straciłaś. Ten twój Jasiu wykopie cię kiedyś tak samo jak mnie wykopał. Zobaczysz! Marta roześmiała się dość nienaturalnie, po czym powiedziała.

- Jaka ty głupia jesteś! Nic nie rozumiesz. Mnie wcale nie chodzi o Jasia. Nie chodzi mi o jego pieniądze. Nie chodzi mi o ten cudowny dom, ani ten twój marny samochód. Ja wszystko to mam w dupie!

Te słowa zaskoczyły chorą kobietę. Czekała na następne, ale Marta wstała od stołu i poszła do łazienki. Mimo, że chwilę później Anna dopytywała się co Marta chce osiągnąć, ta już nie odezwała słowem. Jedynie półuśmiech kpiny nie znikał z jej twarzy. Przez pół dnia się nie widziały, a wczesnym popołudniem Marta zaczęła szykować się do wyjścia. Spotkały się w korytarzu. Spojrzała na Annę, chwilę się zastanowiła i rzekła.

z0940 (24 kB)

- Słyszałaś jak wczoraj wyłam z rozkoszy – bardziej stwierdziła niż spytała. – Powiem ci, że Jasiu to marny jest w tych sprawach. Oj marny... Ale co ci będę mówić przecież sama wiesz.

Marta była gotowa do wyjścia, a Anna widząc to zagroziła.

- Tylko nie waż się brać mojego samochodu!

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +