UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział II

strona 29

Obudziła się w środku nocy i ujrzała nad sobą uradowaną twarz Marty.

- Co ty tu robisz? – nie wiedzieć czemu powiedziała to szeptem. W odpowiedzi Marta uniosła telefon komórkowy na którym rzekomo miała być nagrana wieczorna rozmowa. Anna nie miała siły protestować. Zresztą i tak by to nic nie dało.

Wychodząc, kochanka męża powiedziała swym miłym, ciepłym głosem.

- I tak zdechniesz. Ja tego dopilnuje...

Anna wstała z łóżka i zdjęła z siebie ubranie, które miała na sobie od momentu wyjścia ze szpitala. Już nie zasnęła do rana wciąż miotając się w myślach co ma zrobić, jak postępować, jak się bronić, a gdy nadszedł ranek w dalszym ciągu nie wiedziała jak ma się zachować. Na szczęście czuła się na tyle dobrze, że mogła wstać. Była też bardzo głodna. Od blisko 24 godzin nic nie jadła. W kuchni zobaczyła szczęśliwą rodzinę, uśmiechniętą, żartującą. Marta, Jan i mały Michał siedzieli przy stole, jedli śniadanie i zachowywali się nad wyraz swobodnie. Jakby panująca w tym domu gęsta atmosfera ich nie dotyczyła. Gdy ją zobaczyli wszyscy spoważnieli i zamilkli. Anna podeszła do blatu, na którym leżały bułki i zaczęła jedną z nich przekrajać na pół.

- Zostaw to – powiedział Jan, a w jego głosie można było słyszeć drwinę wymieszaną z pewnością siebie. – Zostaw to! – powtórzył. – Jak chcesz jeść, to kup sobie!

Anna nie zareagowała niezdarnie przytrzymując pieczywo nie do końca sprawną ręką, a drugą krojąc go na pół. Nieoczekiwanie nóż przeszedł przez całą bułkę kalecząc dłoń. Lekko syknęła z bólu i odwracając się ujrzała przerażonego Michała, Jana w oczach którego była jakaś szaleńcza satysfakcja i uśmiechniętą od uch do ucha Martę. Powróciła do swojej czynności nie zwracając, że krew kapie na blat, wsiąka w pieczywo, a jej dłoń jest cała czerwona. Nałożyła warstwę masła, położyła wędlinę, wszystko nałożyła na talerzyk, potem zrobiła herbatę. Działo się w niesamowitej ciszy. Talerzyk położyła na kubku od herbaty, ten wzięła za ucho i tak podeszła do stołu znacząc drogę kapiącą krwią. Usiadła przy nim jak gdyby nigdy nic i zaczęła jeść. Wiedziała, że wzbudziła konsternację wiarołomnej pary i bardzo ją to cieszyło. Oczekiwała, że za chwilę musi się coś wydarzyć niespodziewanego, coś co zmieni bieg dalszych wypadków.

z0940 (24 kB)

- No Michał. Kończ. Jedziemy. – Jan zwrócił się do chłopca niczym kochający ojciec. – Kończ, kończ. Zobacz która godzina. Spóźnisz się do szkoły.

Gdy wychodzili z domu Anna kończyła kanapkę. Krew przyschła i już nie skapywała. Na przeciwko siedziała Marta wbijając w nią swe pewne siebie spojrzenie. Czuła to spojrzenie, ale udawała, że skupia się na posiłku. Niespodziewanie uniosła czoło i spojrzała na rywalkę pytając.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +