UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział II

strona 28

To było uczucie irracjonalne. Wykraczające poza zakres pojmowania. Chociaż Jan już w szpitalu powiedział jej, że życzy Annie śmierci, to wydawało się jej, że słowa te były wypowiedziane w nerwach, jako reakcja związana ze sprzeciwem, który jednoznacznie wyraziła. Teraz usłyszała słowa wypowiadane w sposób cyniczny, wyrachowany, zimny. Mąż naprawdę z niecierpliwością czekał na jej śmierć. Wszystko to dotarło do jaźni kobiety dopiero po kilku sekundach. Na początku nie mogła uwierzyć, że to może być prawda, a gdy dotarło, poczuła całkowity zamęt w głowie. Czuła jak tysiące drobnych igiełek wbija się w jej mózg. Zaczynała tracić oddech, a powietrze chwytała jak ryba wyciągnięta z wody.

Organizm ludzki jest wielką zagadką. Po wielokroć słyszy się o przypadkach ludzi, którzy uciekając przed niebezpieczeństwem potrafią przebiec wiele kilometrów, choć normalnie dostaliby zadyszki dobiegając do autobusu. Po wielokroć słyszy się o sportowcach, którzy poważnie kontuzjowani kończą swój pojedynek nie odczuwając bólu, a później okazuje się, że kontuzja ta wymaga wielomiesięcznego leczenia. Po wielokroć słyszy się o ludziach, którzy po jakichś katastrofach przeżyli w ekstremalnych warunkach wiele dni bez jedzenia i bez picia. Właśnie coś takiego stało się z Anną. Nadnercza zaczęły wyrzucać z siebie ponadnormatywne zasoby adrenaliny. Krew w żyłach zaczęła krążyć szybciej dotleniając wszystkie organy, oddech stał się przyspieszony lecz regularny, wzmocniła się siła mięśni. Dopiero co ledwo żywa, zmęczona, rozbita psychicznie, nagle wstała z ostatniego stopnia schodów i pewnym krokiem poszła do sypialni kochanków. Pchnęła uchylone drzwi i stanęła w nich jak kowboj ze starych westernów gotowy do wyciągnięcia rewolweru z kabury. Widok pełnosprawnej Anny tak samo przeraził Jana i Martę jak i wywołał ich niemałe zdumienie. Cała trójka patrzyła się na siebie bez słowa. Pierwszy usta otworzył mężczyzna, ale zamiast wyrazić coś konkretnego zaczął się jąkać, a można było z tego zrozumieć tylko pojedyncze sylaby!

- Cicho! – krzyknęła Anna. – Powiedziałam cicho! – powtórzyła będąc zaskoczona siłą swojego głosu. – Ani sobie myślcie, że zostawię was samych, żebyście mogli tu się parzyć. Chcecie mnie wykończyć? Tak? Otóż informuję was, że nagrałam waszą rozmowę – zablefowała wyciągając telefon z kieszeni. – Jesteście skończeni! Macie dwa dni, żeby opuścić ten dom, bo w przeciwnym razie pójdę z tym na policję, do sądu, do telewizji, a nawet do biskupa! To tyle! Zrozumiano!

Odwróciła się i zeszła na dół do swojego pokoju. Siadła na łóżku czując niewyobrażalny ból głowy. Tak silny, że zaczęła wyć jak zranione zwierzę. Adrenalina, która pod wpływem stresu wydzielała się w ogromnych ilościach teraz zaczęła tracić swoją moc. Jednak ciśnienie krwi nadal było wysokie. Ostatkiem sił wyjęła z torebki tabletkę, wsadziła ją pod język i po chwili poczuła ulgę.

z0940 (24 kB)

„Przecież ja chcę żyć” – pomyślała. – „Po co mi to wszystko, jak umrę i nawet nikt mi świeczki nie zapali. Po co się szarpać. Ten dom, pieniądze, to wszystko. Po co mi to. Ja chcę żyć! Żyć! Żyć!” – krzyczała w myślach. „Jeżeli tak na wszystko będę reagować, co się tu dzieje, to słowa Jana o drugim wylewie wcześniej czy później spełnią się.”

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +