UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział II

strona 26

Beata także chciała się z nim kochać. To przecież ona wybrała jego, a nie on ją. Również działała instynktownie, ale w odróżnieniu od Bartosza instynkt ten podsuwał jej wyobrażenie przyszłości. Wspólne życie, wspólne przeżywanie i wspólna starość. Odziedziczony po przodkach atawizm Beaty miał podobne podłoże kierujące ją do zachowania ciągłości istnienia. Różnił się jednak tym, że dla niej ten partner miał być tym jedynym, gdyż podświadomie uznała, że te geny które przekaże ich wspólnym dzieciom będą najlepsze.

Któż w takich momentach myśli o atawizmach, genach, podświadomości i tego rodzaju sprawach. Liczy się chwila, która unosi i odgradza intymnością cały widzialny i niewidzialny świat. Dwoje ludzi staje się własnym kosmosem. Dwoma planetami krążącymi wokół siebie niby tak bardzo się od siebie różniącymi, a jednak będącymi jednością. Kosmos Beaty i Bartosza trwał półtorej minuty licząc od pocałunku. Kobieta nie była tym zawiedziona. Tłumaczyła sobie, że to pierwszy raz, że kochanek od dawna nie miał partnerki, że po prostu tak czasami bywa. Radował ją sam fakt, że do tego doszło. Była pewna, że od tej chwili wszystko potoczy się tak jak sobie wymarzyła.

Bartosz czuł się coraz lepiej. Dwa bieguny ludzkiej psychiki – bezczynność w depresji i maniakalna nad aktywność zbliżały się do siebie powodując, że jego sposób bycia stawał się coraz bardziej przewidywalny. Nie było to wynikiem samo uzdrowienia lecz zmianą podejścia opiekującej się nim kobiety. Już tego samego dnia po pierwszym zbliżeniu, późnym wieczorem poszła do apteki, by wykupić antydepresanty i zaczęła je aplikować ukochanemu według zaleceń lekarza. Seks, który zbliżył ich do siebie wydawał się być ostatnim etapem, który spowoduje, że po wyzdrowieniu Bartosza będą ze sobą jak mąż i żona. Ona go kochała w sposób intensywny i zaborczy. O nim nie można powiedzieć, że odwzajemniał uczucie, a jednak nie myślał o tym by zakończyć ten związek. Był jak człowiek zepchnięty w przepaść. Spadał w miłość kobiety nie mając żadnego punktu zaczepienia. Nawet sprawiało mu to przyjemność. Taki swobodny lot bez uczuć i bez zobowiązań, a jednocześnie dający wrażenie stabilizacji. Jego zachowanie wobec Beaty wydawało się być czymś więcej niż tylko erotyczną przyjaźnią. Obejmował ją, całował, a gdy samodzielnie zaczął opuszczać mieszkanie, przynosił kwiaty. Pewnego dnia wynajął zastępstwo dla kochanki-pielęgniarki i wyszli najpierw do kina, a potem do restauracji. Zwyczajna para. Prawie małżeństwo. Był bodaj jeden problem. Nie bardzo mieli o czym ze sobą rozmawiać, a ich zainteresowania w ogóle się nie pokrywały. To jednak tak powszechna sytuacja w milionach związków, że ani oni, ani nikt inny nie zwracał na to uwagi.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +