UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział II

strona 24

Podobne sceny rozgrywały się dwa trzy razy w tygodniu. Bartosz majaczył, krzyczał, rzucał się na łóżku. Wtedy przychodziła Beata, przytulała się do niego, a on się uspokajał. Leżała przez pół godziny, czasami trochę dłużej. Sprawiało jej to wielką przyjemność. Z jednej strony cieszyła się, że koi senne cierpienia, a z drugiej bliskość tego mężczyzny wywoływała w niej dreszcz erotycznego podniecenia. Odczuwała także niepokój. Strach przed tym co powie Bartosz, gdy nagle się obudzi i zobaczy, że leży przy nim kobieta i to nie ta, o której śnił. Bardzo uważała, by nie zasnąć. Gdy tylko poczuła, że zamykają się jej oczy natychmiast wstawała i szła do pokoju Bereniki. Lecz nie zawsze człowiek potrafi świadomie powstrzymać sen. Czasami zasypia w jednej sekundzie, a zasypiając jest przekonany, że przecież nie śpi. Tak też stało się z Beatą. Zasnęła przy boku Bartosza. Obudziły ją gwałtowne ruchy ciała Badeckiego. Miotał się chcąc oswobodzić z przykrywającej go kołdry. Nie było to proste, ponieważ na sporej części przykrycia leżała zatrudniona przez niego pielęgniarka. W końcu uwolnił się i wyskoczył na środek pokoju. Zupełnie jak zdrowy człowiek, który myśli trzeźwo, a jego kłopoty nie odbiegają od tych, które dręczą miliony ludzi.

- Co pani tu robi! – krzyknął wypowiadając pierwsze słowa od chwili, gdy zdradzał PIN do karty bankomatowej.

Odpowiedziała mu zgodnie z prawdą, a on choć nie pamiętał swoich snów, uwierzył.

To zdarzenie było przełomem. Choć nie powrócił do pełni zdrowia, to objawy depresji znacznie osłabły. Przez kilka dni prawie się do siebie nie odzywali. Bartosz jedynie spoglądał na Beatę z pewną podejrzliwością, a ona na niego z coraz większym uwielbieniem. To uwielbienie wzmogło się tym bardziej, ponieważ wreszcie zaczął wyglądać jak mężczyzna, a nie strzęp człowieka. Powróciły też niektóre potrzeby, jakie każdy normalny osobnik nosi w sobie. Lecz to odbicie od dna depresji było tak silne, że jednym krokiem przeszedł ze skrajności w skrajność. Nieistniejąca od kilku tygodni potrzeba czystości przeistoczyła się w manię czystości. Kąpał się dwa, trzy razy na dzień, golił rano i wieczorem, a ręce obmywał co najmniej cztery razy na godzinę. Podobnie miała się rzecz z potrzebą artykułowania własnych myśli. Mówił prawie bez przerwy. Opowiadał o dzieciństwie, o szkole, o studiach, o Basi... Często się powtarzał, relacjonując historie, które Beata znała już na pamięć. Od czasu do czasu brał Berenikę na ręce i opowiadał jej to, co przed chwilą mówił Beacie. Potrzeba jedzenia stała się obżarstwem. Nie powróciła natomiast potrzeba kontaktów z innymi ludźmi. Nie chciał opuszczać swojego mieszkania. Tu czuł się bezpiecznie, a każde wyjście napawało go strachem. Nie odbierał nawet telefonów. W komórkowym już dawno wyczerpała się bateria, a sygnał stacjonarnego ignorował.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +