UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział II

strona 23

Upadek Bartosza obserwowała opiekunka Bereniki. W pewnym momencie stała się również opiekunką ojca dziewczynki. Była to samotna kobieta, o imieniu Beata, około czterdziestoletnia, nie wyglądająca na swój wiek, zadbana i zachowująca się w ten sposób, jak zachowują się ludzie zadowoleni z życia. Było jej żal pracodawcy i dlatego nie pytając o podwyżkę, o swój czas wolny i cokolwiek innego przejęła regularne obowiązki pani domu. Prała, sprzątała, gotowała. Znała też PIN do karty bankomatowej Bartosza i gdy potrzebowała pieniędzy na zakupy, wsadzała Berenikę do wózka i szła z nią do bankomatu. Dla siebie nie wzięła ani grosza poza jednym wyjątkiem w dniu, w którym poznała wspomniany PIN.

- Panie Bartoszu - zwróciła się do pracodawcy. – Dzisiaj jest dzień wypłaty.

Badecki siedząc na kanapie wskazał portfel leżący w biblioteczce.

- Weź sobie...

Portfel był jednak prawie pusty.

- Tu jest tylko dwieście złotych...

- Karta... – powiedział to tak, jakby nie chciało mu się ust otwierać i zmuszał się do mówienia.

Kobieta wyjęła kartę bankomatową podeszła do mężczyzny i wyciągnęła w jego kierunku rękę chcąc mu podać prostokątny kawałek plastiku. Bartosz nawet nie drgnął. Po chwili powiedział:

- Jedenasty wrzesień...

Pielęgniarka nie wiedziała o co mu chodzi i wciąż stała z wyciągniętą ręką.

- J_e_d_e_n_a_s_t_y w_r_z_e_s_i_e_ń - powtórzył bardzo powoli, ale z większą energią. – Dzień urodzin Basi. Jedenasty wrzesień. PIN jeden, jeden, zero, dziewięć.


Jako pielęgniarka powinna się zorientować, że stan w jakim znajduje się Bartosz, to ciężka depresja. Była jednak przede wszystkim kobietą, a to spowodowało, że widziała jedynie cierpienie, które jest naturalne w takich przypadkach. „Dlaczego mnie nikt tak nigdy nie kochał” myślała z żalem i zazdrością. Jednocześnie podziwiała Badeckiego. Widziała w nim mężczyznę jedynego w swoim rodzaju, niepodobnego do tych, którzy do tej pory przewinęli się przez jej życie.

z0940 (24 kB)

Którejś nocy Beata usłyszała majaczenia. Bartosz wykrzykiwał imię zmarłej żony. Sen musiał być koszmarem, bo z wielu niezrozumiałych słów dało się jeszcze wyłowić „nie uciekaj” i „kocham”. Kobieta początkowo chciała obudzić doktora i uwolnić go od okropnego snu. W pewnym momencie poczuła impuls, który można by nazwać instynktem macierzyńskim. Położyła się obok mocno przytuliła. Ten przestał rzucać się na łóżku i umilkł, by po chwili wypowiedzieć przez sen kolejne słowa. Tym razem spokojnie, z radością, jakby z troską o czyjś byt.

- Basia... jesteś..

.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +