UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział II

strona 22

Wziął urlop.

Postanowił, że w tym czasie odda się drugiej swojej pasji - bioenergoterapii. W środowisku lekarskim był z tego powodu nieco szykanowany, a czasami wręcz wyśmiewany. On wiedział jednak swoje i miał bardzo pozytywne efekty w tej paramedycznej sztuce. Po śmierci Basi stało się jednak coś nieoczekiwanego. Tak jak wcześniej wewnętrznie czuł, że posiada w sobie trudno definiowalną moc, tak teraz odnosił wrażenie, że moc ta, gdzieś umknęła. Potwierdzali to jego pacjenci, którzy jeszcze kilkanaście tygodni temu dotyk jego dłoni opisywali słowami: „rozchodzące się ciepło po całym ciele”, „po wizycie u niego czułem się znacznie lepiej”, „to naprawdę wspaniałe uczucie”. Teraz byli rozczarowani. Nie tylko nie doświadczali zbawiennej energii, ale i jedynym opisywanym odczuciem było to, że doktor Bartosz dotykał ich chłodnymi rękami.

Był to kolejny przyczynek doprowadzający go do coraz większej depresji. Utrata wielkiej miłości spowodowanej przez śmierć, brak możliwości realizacji się w pracy, utrata charyzmatycznego boskiego daru uzdrawiania. Mimo to starał się być silny. Bo chociaż w jaźni Badeckiego kłębiły się negatywne myśli, robił wszystko, by odszukiwać pozytywy. Jedynym wydawała się być Berenika. Przebywał z nią tak długo jak tylko mógł. Chodził na spacery, kąpał, karmił, całymi dniami nosił na rękach. Zatrudniona pielęgniarka wydawała się zbędna, bo przejął w zasadzie wszystkie obowiązki wobec dziecka. Nie myślał o przyszłości, nie myślał o sobie, nie myślał nawet o Berenice. Wszystko co robił nie wynikało z jego wewnętrznej potrzeby, a było działaniem instynktownym. Był to nieuświadomiony wewnętrzny systemem obronny, który uaktywnił się w chwili popadania w stan depresyjny. Bartosz Badecki chociaż nie był psychoanalitykiem, to jako lekarz zapewne powinien wiedzieć czym jest stan w którym obecnie się znajduje. Po wielokroć w swojej praktyce spotykał się z najróżniejszymi mechanizmami obronnymi duszy. Jednak Bartosz Badecki jako człowiek zdruzgotany ostatnimi wydarzeniami niczego nie dostrzegał. Żył z dnia na dzień, jakby w amoku nie dostrzegając, ani tego co się dzieje wokół niego, ani tego co się dzieje w nim.

z0940 (24 kB)

Każdy lek przyjmowany zbyt intensywnie lub przez zbyt długi czas traci swoją moc. Tak też się stało z mechanizmem obronnym, który słabł i słabł, aż w końcu zanikł całkowicie. Bartosz zaczął się zapadać. Coraz głębiej i głębiej. Zagubił poczucie czasu. Potrafił spać przez dwadzieścia cztery godziny, a następnie przez trzy dni nie spać w ogóle. Niemal całkowicie zanikły w nim podstawowe potrzeby psychiczne człowieka. Nie odczuwał potrzeby miłości, ani przynależności do jakiejkolwiek grupy społecznej. Nie potrzebował ani szacunku, ani uznania ze strony osób trzecich. Było mu wszystko jedno, co kto o nim myśli, mówi i jak go ocenia. Całkowicie zanikła w nim też potrzeba samorealizacji i stawiania sobie kolejnych celów. Żył, ale wewnątrz był martwy.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +