UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział II

strona 21

Kilka dni po pogrzebie Barbary Badeckiej, Bartosz odebrał ze szpitala małą Berenikę. Zatrudnił pielęgniarkę, która przebywała z dziewczynką przez całą dobę. Oddał im większy pokój swojego mieszkania, w którym sam przebywał niezwykle rzadko. Chciał zapomnieć i uciekł w pracę. W szpitalu brał tyle dyżurów ile tylko się dało, zatrudnił się w przychodni, przyjmował prywatnie. Po kilkunastu dniach takiej harówki wyglądał jakby postarzał się o wiele lat. Żył w swoim świecie szczelnie zamknięty przed innymi. Znajomi patrzyli na niego z litością, niektórzy chcieli go wspomóc dobrym słowem lecz mur jakim się ogrodził był dla innych nie do pokonania. Ci, którzy nie wiedzieli o tragedii jaka spotkała Bartosza sądzili, że jest to człowiek oschły, lekceważący bliźnich i poza gabinetem lekarskim nie słuchający innych, a jedynie zapatrzony w siebie. Natomiast ci dla których śmierć Basi nie była tajemnicą bali się o jego stan psychiczny i fizyczny.

Gdy doktor Bartek z rzadka pojawiał się w domu był tak zmęczony, że zasypiał na fotelu, w wannie, a nawet przy stole. Zanim jednak usiadł pierwsze kroki kierował do Bereniki. Brał ją na ręce i dziwił jaka ona jest piękna. Przy każdej takiej okazji coraz wyraźniej dostrzegał podobieństwo córki do matki. Wtedy ją kochał i nienawidził. Kochał, bo była podobna do Basi. Nienawidził, bo była podobna do Basi, a on tak pragnął zapomnieć te cudowne lata, by móc rozpocząć nowe życie. Był pewien, że bez zapomnienia nie uda mu się normalnie żyć. Nosił w sobie przekonanie, że bez zapomnienia, każda kobieta z którą się zwiąże będzie miała zbyt wiele wad, a on sam przy każdej okazji będzie ją porównywał do swej największej miłości. Bał się tego. Wiedział, że w ten sposób będzie krzywdził nie tylko kobietę, ale przede wszystkim siebie. Przebywanie z Basią było zbyt piękne, by z kimś innym być szczęśliwym. Dlatego właśnie chciał zapomnieć, by móc być szczęśliwym. Może w mniejszym stopniu, ale jednak szczęśliwym.

Po kilku tygodniach takiego życia omal nie doszło do tragedii. Podczas nocnego dyżury jeden z pacjentów dostał zapaści krążeniowej. Na oddziale toksykologicznym na którym pracował takie przypadki zdarzały się dosyć rzadko, ale były typową komplikacją przy ciężkich zatruciach. Doktor Bartek był sam na dyżurze. Gdy pielęgniarka przyszła po niego do pokoju lekarzy ten spał. Chciała go obudzić, ale zmęczenie było tak silne, że żadnymi sposobami nie udało się to. Kolejne sekundy będące dla pacjenta na wagę życia upływały niemiłosiernie. W końcu pielęgniarka zrezygnowała z budzenia i pobiegła na sąsiadujący z toksykologią oddział kardiologiczny. Dyżurujący tam lekarz uratował chorego, ale zrobiła się wielka afera. Ktoś zatelefonował na policję, że w szpitalu jest pijany lekarz. Oczywiście Badecki był całkowicie trzeźwy, ale na dyżur ściągnięto innego lekarza, a następnego dnia Bartosz otrzymał od ordynatora ultimatum: albo idzie na miesięczny urlop, albo zostanie dyscyplinarnie zwolniony.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +