UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

strona 20

- Potem ci wszystko wytłumaczę – krótkim zdaniem Jan uciekł od odpowiedzi.

Anna ponownie się położyła z twardym postanowieniem, że bez emocji, bez rozmyślania o zemście, logicznie i realnie zastanowi się jak ma dalej postępować. „Najważniejsze jest zdrowie” – dumała. „W takich warunkach szybciej umrę niż wyzdrowieje.” Jako pielęgniarka dobrze wiedziała, że po wylewie krwi do mózgu i częściowym paraliżu ciała można wrócić do zdrowia pod warunkiem, że przeprowadzana będzie rehabilitacja. Przeszło jej przez myśl, że skorzysta z propozycji Zygmunta i na jakiś czas przeprowadzi się do niego. Była pewna, że on zaopiekuje się nią tak, jak najlepiej potrafi. Rozważała też możliwość pozostania w domu mniemając, że najlepszą rehabilitacją będzie całkowita samodzielność. „Nie! Nie dam im tej satysfakcji. Nie wyprowadzę się!” – zadecydowała, ale ta emocjonalna decyzja ustąpiła logice. „Całkowita samodzielność tak, ale atmosfera będzie nie do zniesienia. Z drugiej strony, jeżeli wprowadzę się do Zygmunta, to w czasie sprawy rozwodowej będą mi wmawiać, że zdradziłam męża i rozwód jest z mojej winy. Tak źle i tak niedobrze.”

Zmęczona, wyczerpana, emocjonalnie rozdygotana, niepewna własnej wartości, miotająca się w ocenach i zamiarach, odbijająca się od przeciwległych ścian wiary i zwątpienia, zasnęła. Było około północy, gdy po raz drugi w ciągu kilku godzin zbudziły ją dźwięki dochodzące z piętra. Tym razem nie był to głos dziecka, a odgłosy o których zapomniała, że w ogóle istnieją. Para uprawiająca seks zachowywała się w sposób niezwykle hałaśliwy. Ze szczególnym natężeniem jęków, westchnień i nieco tłumionych krzyków nasączonych słowami uznanymi za wulgarne Anna starała sobie poradzić chowając głowę pod poduszkę. Niewiele to dało, bo każdy nawet najmniejszych odgłos zachowywał się w jej umyśle jak echo. Odbijał się po wielokroć powtarzając prośbę kochanki męża Anny: „Jasiu! pieprz mnie, pieprz” z tą jednak różnicą, że zamiast zanikać wzmagał się z każdym odbiciem. Ten sam efekt dawały jęki kobiety, które rosły w siłę i wypełniały cały dom. Nie wiedziała czy oni robią to specjalnie, by ja upokorzyć, czy to normalne i w ten ekspresyjny sposób konsumują akt seksualny. Wszystko to doprowadzało Annę do szaleństwa. Z początku postanowiła to przetrzymać, lecz negatywne emocje buzowały w niej niczym ogień w kominku podlewany benzyną. W końcu nie wytrzymała. Wstała i skierowała się ku schodom prowadzącym do małżeńskiej sypialni. Szła tak jak przedtem, powoli, niepewnie, lekko się zataczając. Chwyciła się poręczy i weszła na pierwszy schodek, potem na drugi... Zabrakło jej sił. Schyliła się i oparła rękoma o wyżej położone stopnie. W tej pozycji, na czworakach, wspinała się coraz wyżej. Gdy dotarła na samą górę czuła się jak zdobywca nieosiągalnego dla zwykłego człowieka szczytu. Usiadła na najwyższym stopniu i ciężko oddychając odpoczywała. Wysiłek był tak duży, że dopiero teraz zdała sobie sprawę, że jęki ucichły, a akt kolejnej mężowskiej zdrady dobiegł końca. Spojrzała w kierunku sypialni. Drzwi były lekko uchylone.

„Przecież dziecko jest w domu. Jak oni mogą się tak zachowywać. Nawet drzwi nie zamknęli” – rugała w myślach. Gdy nagle usłyszała głos kobiety.

- Musisz coś z tym zrobić. Ja nie będę mieszkała z twoją żoną.

- Byłą żoną – odpowiedział Jan.

- Jeszcze się nie rozwiodłeś. Zresztą to nie ma znaczenia. Z byłą czy obecną. Musisz coś z tym zrobić. Albo ja, albo ona.

- Posłuchaj mnie Marta. Ty wiesz jak ona wygląda? Strasznie. Ledwo chodzi, ledwo oddycha. Jakby za chwilę miała położyć się w grobie. Wyobrażasz sobie teraz rozwód? Zostalibyśmy bez niczego i jeszcze musiałbym jej alimenty płacić. Chcesz tego?

Marta prawdopodobnie nie wiedziała co odpowiedzieć, bo po kilku sekundach Jan mówił dalej.

z0940 (24 kB)

- Jeśli teraz złożę pozew o rozwód, to jakby nie liczyć, co najmniej połowę tego co mamy, to będziemy musieli jej oddać. A teraz posłuchaj uważnie. Ona ledwo żyje. Rozumiesz mnie? Ledwo żyje! A drugiego wylewu już nie przeżyje.

- Ty jesteś jednak kawał drania – Marta wyraziła swoje uznanie, wydając się przy tym nieco rozbawiona.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +