UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

strona 19

Anna za wszelką cenę starała się zachować spokój lecz każda sekunda powodowała, że traciła opanowanie.

- To jest mój dom i mam prawo zapraszać do siebie kogo chcę! – wykrzyczał Jan

- Twój dom? A ja nie mam tu nic do powiedzenia?

- O właśnie! Trafiłaś w sedno! Nie masz nic do powiedzenia!

- Że ja kochałam takie bydle jak ty. Nie mogę tego zrozumieć.

- Licz się ze słowami! – ostrzegł Jan

- Tak, tak... bydle. Ale nie! Nie bydle. Wszelkie porównania ciebie do jakiegokolwiek zwierzęcia, ubliżają temu zwierzęciu. Teraz jak będę chciała kogoś obrazić, będę mówiła: „jesteś jak mój były mąż”... –

Kobieta zachwiała się i omal nie upadła. Instynktownie przytrzymała się futryny drzwi. Widząc to Jan zrobił krok przed siebie, jakby chciał przytrzymać żonę. Trwało to ułamek sekundy. Powstrzymał swoją reakcję, przypominając sobie, że obojętne mu jest czy Anna będzie stała czy upadnie.

- To jednak zgadzasz się na rozwód?

Anna nie wiedziała o co mu chodzi, a Jan spostrzegłszy jej pytający wzrok kontynuował.

- Powiedziałaś przecież „mój były mąż”!

- Nie tak prędko, nie tak prędko. – Ta rozmowa była dla niej wyczerpująca. Szurając stopami po podłodze przesunęła się do krzesła i niemal bezwładnie siadła na nim opierając ręce na stole.

- Jak masz na imię? – spokojnym głosem zwróciła się do dziecka.

- Michał – chłopiec odpowiedział niepewnie jednocześnie spoglądając ku górze jakby chciał wyczytać z twarzy swego opiekuna czy dobrze zrobił, że zdradził swoje imię.

- A ile masz lat?

- Osiem...

- A twój tatuś to gdzie jest...

- Przestań – krzyknął Jan. – Dziecko nie ma tu nic do rzeczy!

- Masz rację. Dajmy spokój dziecku. W takim razie powiedz kim jest ta korpulentna pani, która wyszła z domu, z mojego domu(!) i pojechała moim, moim(!) samochodem?

Trudno powiedzieć czy Jan został zaskoczony tym pytaniem, czy może zwyczajnie chciał je zignorować, ale zabrakło mu słów by od razu odpowiedzieć.

- To nie twoja sprawa – syknął niczym porażony prądem.

- Znowu nie moja sprawa... Aha... To jak jeszcze raz zobaczę, że rusza moje auto, to natychmiast zgłaszam zawiadomienie o kradzieży. Ona tu mieszka?

- Powiedziałem ci, że do mojego domu będę zapraszał kogo będę chciał, a tobie nic do tego.

- Tak, tak. To już wiem – zawiesiła głos po czym dodała. – Nie chciałeś mieć dzieci, a teraz sobie zafundowałeś Michałka? Ty to jednak masz głowę na karku. Odchowany, pieluch nie potrzebuje...

- P_r_z_e_s_t_a_ń... – zasyczał Jan, a uczepione do jego nogawki dziecko zaczęło cicho płakać.

z0940 (24 kB)

Anna miała dość tej do niczego nie prowadzącej rozmowy. Podniosła się z krzesła i poszła w kierunku swojego pokoju. Poszła to za dużo powiedziane. Sunęła kroczek za kroczkiem tak jak to robią ludzie ciężko schorowani, albo tacy, którzy osiągnęli grubo ponad 90 lat. Wchodząc do pokoju usłyszała jeszcze głos chłopca.

- Wujku... a kim jest ta pani?

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +