UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

strona 18

Marta wsiadła do samochodu i odjechała. Co chwilę spoglądała w lusterko obserwując swojego nowego znajomego. Zastanawiała się dlaczego przejechał za nią pół miasta i czekał, aż wyjdzie od kosmetyczki, by na koniec swoim koszmarnie drogim BMW specjalnie zarysować jej auto. Nie miała wątpliwości. Ta niby-stłuczka nie była przypadkowa. On zrobił to specjalnie. Jeszcze raz spojrzała we wsteczne lusterko. Zygmunt stał i obserwował jak znika za zakrętem. Miała jeszcze coś ważnego załatwić lecz pojechała w przeciwną stronę do tej w którą powinna. Chciała mieć pewność, że ten dziwny facet nie będzie jej śledził.


Anna spała tak głębokim snem, że żadne hałasy nie były w stanie jej obudzić. Spała tak głębokim snem... a jednak coś ją obudziło. Ludzki sen ma to do siebie, że potrafi się przyzwyczaić do hałasu. Mieszkający przy liniach kolejowych, ruchliwych drogach też śpią jak zabici nie zwracając uwagi na permanentny lub cyklicznie powtarzający się zgiełk pociągów, samochodów, tramwajów. Wystarczy jednak jeden cichy, ale nietypowy dźwięk a budzą się natychmiast. Tak właśnie było z Anną. Nic jej nie było w stanie wyrwać z sennego letargu oprócz tego jednego jedynego dźwięku.

- Wujku, a mama kiedy wróci?

Gwałtownie otworzyła oczy zastanawiając się czy to sen czy jawa.

- Mówiłem ci już, że niedługo. Pojechała załatwić ważne sprawy i na pewno coś ci przywiezie.

Słowa wypowiedziane przez Jana uświadomiły jej, że nie śni, a wcześniejsze zdanie zostało wypowiedziane przez dziecko. Nasłuchując leżała w bezruchu.

- Wujku głodny jestem.

- Mama przyjdzie, to coś zrobi. Poczekaj. Niedługo przyjedzie.

- Ale ja głodny jestem...

„No tak – pomyślała Anna – cały Jan! Nawet herbaty nie potrafił zrobić.”

Wstała z łóżka. Czuła się całkiem dobrze, ale wysiłek jaki musiała włożyć w to, aby wstać, a następnie podejść do drzwi pokoju przyspieszył jej oddech. Otworzyła je, przeszła przez korytarz i stanęła w drzwiach kuchni. Ujrzała Jana a przy nim kilkuletniego chłopca. Wszyscy patrzyli na siebie ze zdziwieniem. Pierwszy odezwał się Jan.

- Co ty tutaj robisz?

Anna odpowiedziała pytaniem na pytanie.

- Co to za dziecko?

- Nie twoja sprawa... – odburknął Jan.

- Co to za dziecko? – powtórzyła Anna.

Chłopiec wydawał się być przestraszony. Zbliżył się do Jana i zacisnął palce na nogawkach spodni mężczyzny.

z0940 (24 kB)

- Michałku, idź do siebie do pokoju...

Chłopiec nie posłuchał, a jedyną jego reakcją było jeszcze silniejsze zaciśnięcie dłoni.

- To on ma tu swój pokój? Czyje to dziecko?

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +