UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

strona 17

- Już jestem i już się nie spieszę – powiedziała z zadowoleniem, a Zygmunt wstał od stolika mówiąc:

- Muszę panią kolejny raz przeprosić. Nie przedstawiłem się. Nazywam się Zygmunt Krakowiak – z galanterią ujął dłoń kobiety i ucałował ją czując jakby całował miękką, acz delikatną poduszeczkę.

- Poważnie? – zaczęła się śmiać. – A ja Marta Krakowiak. Ależ spotkanie!

Zbieżność nazwisk oboje nastroiła pozytywnie. Zaczęli doszukiwać się wspólnych rodzinnych korzeni lecz jak się okazało nie posiadali takich. Zygmunt przez chwilę zapomniał, że impulsem do poznania Marty było to, że poruszała się samochodem Anny. Mało tego! Zaczął odczuwać do niej sympatię. Nie myślał sobie „o jaka fajna babka”. Ta sympatia napływała mimochodem, sama z siebie. Podczas spisywania oświadczenia, że to on spowodował wypadek dowiedział się, że ma 28 lat. Natomiast w trakcie rozmowy, że jest po rozwodzie i – co nieco go zdezorientowało – że obecnie jest samotna.

- Przeszłam swoje – mówiła Marta. – Jak na razie nie mam zamiaru z nikim się wiązać. Może kiedyś, ale nie teraz. Za bardzo rozczarowałam się mężczyznami.

Zygmunt drążył temat i delikatnie wypytywał się co stało się z jej małżeństwem.

- Mój mąż z dnia na dzień powiedział, że odchodzi ode mnie. Powiedział, że nigdy mnie nie kochał, a w ogóle to jestem dla niego nikim. Gdy zaczęłam z nim walczyć, a może walczyć o niego, to było jeszcze gorzej. Dochodziło nawet do rękoczynów. W końcu dałam za wygraną. Wyprowadziłam się z domu.

„Skoro kłamie na temat teraźniejszości, to czy mówi prawdę na temat przeszłości?” – zastanawiał się Zygmunt. – „Kim ona jest i co kombinuje”. Powoli wracał do punktu wyjścia.

Gdy uznali, że wszystko co mieli załatwić, załatwili i mieli pójść każde w swoją stronę Zygmunt oniemiał z wrażenia.

- Pan wybaczy moją śmiałość - powiedziała Marta – Bardzo mi się z panem miło rozmawia... może... może... spotkalibyśmy się kiedyś i porozmawiali. Bardzo przepraszam, że wychodzę z taką propozycją, ale jak uciekłam od męża i przeprowadziłam się do tego miasta, to nie mam tu zupełnie żadnych znajomych...

z0940 (24 kB)

Zygmunt musiał zrobić głupią minę, bo zauważył, że kobieta nieznacznie uśmiechnęła się, choć starała się uśmiech powstrzymać. Po pierwszym zaskoczeniu pomyślał jednak, że to wszystko jest dość intrygujące i warto pociągnąć tę znajomość. Dowiedzieć się kim naprawdę jest Marta Krakowiak, o ile tak właśnie się nazywa, i o co jej chodzi.

- Z wielką przyjemnością – zgodził się na propozycję.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +