UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

strona 13

Opowiedziała mu o wszystkim. Bez chwili zastanowienia zaproponował Annie, żeby na jakiś czas zamieszkała u niego. Odmówiła. Poprosiła go jedynie o to, by odstawił ją do domu i zostawił samą.

- Aniu zastanów się – powiedział, gdy pomagał przyjaciółce wysiąść z samochodu. – Lepiej będzie jak jakiś czas będziesz u mnie.

- Nie! Tu jest mój dom – odpowiedziała stanowczo. – Bardzo cię proszę odjedź...

Nie chciał słyszeć słów kobiety. Trzymając ją pod rękę podprowadził pod furtkę. Ta okazała się zamknięta, a kluczy oczywiście nie miała. Anna zrobiła kilka kroków w bok, wsadziła rękę między pręty ogrodzenia, coś nacisnęła i w tym momencie brama zaczęła się uchylać. Weszła na podwórko i powtórzyła tą samą czynność. Brama odgrodziła Zygmunta od Anny. Przez chwilę stali i patrzyli się na siebie.

- Idź już – poprosiła. – Dam sobie radę. Naprawdę... idź już.

- Jesteś pewna?

- Tak, proszę, idź...

Zygmunt bał się o przyjaciółkę. Nie o to, że ma problemy z poruszaniem się, ale o jej stan psychiczny. Bał się czy nie przyjdzie jej coś głupiego do głowy i nie będzie chciała uczynić czegoś od czego nie ma odwrotu. Odszedł jednak. Wsiadł do samochodu i powoli odjechał, spoglądając w lusterko czy Anna go obserwuje. Gdy się odwróciła i poszła w kierunku domu zatrzymał auto, wysiadł z niego i obserwował.

Tymczasem kobieta stanęła przed drzwiami domu i nacisnęła klamkę. Było zamknięte. Nie wiedziała czy Jan jest w domu czy poza nim, ale nie chciała dzwonić, by jej otworzył. Z przykurczoną do ciała ręką, powłócząc nogą poszła do ogrodu. W altance, w schowku za kwietnikiem zawsze był zapasowy klucz. Ze strachem sięgała po niego, myśląc „żeby tylko tu był, żeby był”. Przez moment poczuła się szczęśliwa. Czasami szczęście dają sprawy tak błahe, tak niepozorne, jak ten klucz, ale w tym przypadku szczęściem było to, że nie będzie musiała się prosić, by ktoś otworzył drzwi, do jej własnego domu.

Wyczerpana poszukiwaniem klucza i targającymi ją emocjami usiadła na ławeczce. W tej samej chwili zobaczyła jak podnosi się brama garażu. Wolno wytoczył się samochód za kierownicą którego siedziała jakaś kobieta. Anna krzyknęła. Jednak tylko jej wydawało się, że to był krzyk, a w rzeczywistości, był to głos bardzo osłabionego człowieka.

- Kim pani jest!!!

Kobieta nie usłyszała wołania. Poczekała, aż do końca uchyli się brama wjazdowa i wyjechała na ulicę.

Anna weszła do domu. Pierwsze wrażenie jakie odniosła było takie, że choć jej nie było tu od blisko półtora miesiąca życie kwitnie w najlepsze. Kubek po herbacie stojący na stole wśród okruszków ciasta, świeże cięte kwiaty w wazonie, zapach kobiecych perfum, kartka przyklejona do lodówki z odręcznym napisem „Kochanie pojechałam do kosmetyczki. Będę po 15”, kilka drobnych monet rzuconych bezładnie na komodzie, pranie rozwieszone na sznurze w łazience...

z0940 (24 kB)

- Pranie? – powiedziała sama do siebie. Do tej pory była niczym w amoku, a teraz przyszło otrzeźwienie. – Pranie? – powtórzyła na głos, zdejmując ze sznurków wilgotny biustonosz, figi, rajstopy...

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +