UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

strona 11

Ciąża przyszła w kilka tygodni po tym jak Barbara zaprzestała brać środki antykoncepcyjne. Nie było najmniejszych komplikacji. Nawet nie miała nudności na początku, żadnych nieprzyjemnych dolegliwości w trakcie, ani nawet bólu kręgosłupa, miednicy czy nóg przy końcu ciąży. W tym czasie uznali, że dwupokojowe mieszkanie, będzie zbyt małe dla ich rodziny. Tym bardziej, że planowali mieć trójkę dzieciaków. Bartosz znalazł dom, który bardzo mu się spodobał. Było to kilka dni przed porodem. Nic Basi nie mówił, bo wiedział, że ona i tak nie zwraca uwagi na takie detale jak rozkład pokoi czy liczba łazienek. Umówił się z właścicielem, ustalili cenę i podpisali umowę przedwstępną.

Problemy zaczęły się przy porodzie. Gdy odeszły wody lekarze stwierdzili, że pępowina owinięta jest na szyi małej Bereniki. Jedynym możliwym rozwiązaniem było cesarskie cięcie. Zabieg przebiegał standardowo. Dziewczynka przyszła na świat zdrowa. Niespełna trzydzieści sekund po tym wydarzeniu Barbara przestała oddychać. Szybka akcja reanimacyjna dawała jej szansę na przeżycie. Okazało się jednak, że problem jest zbyt poważny, by udało się uratować kobietę. Dosyć szybko stwierdzono, że płyn owodniowy, w którym przez dziewięć miesięcy pływała Berenika dostał się do krwioobiegu matki. To wywołało wstrząs alergiczny i utratę czynności życiowych Barbary. Takie przypadki zdarzają się niezmiernie rzadko. Jest ich mniej więcej osiemnaście na jeden milion cesarskich cięć. Tym razem trafiło na wielką miłość Bartosza.

Wówczas, gdy szedł do upatrzonego rodzinnego domu już wiedział, że ma córkę, a żona jest umierająca. Wcześniej umówił się z właścicielem, ponieważ chciał dokładnie zobaczyć stan dachu i piwnicy czy jednego i drugiego nie niszczy przeciekająca lub podchodząca spod murów woda. Teraz szedł jednak tylko po to, aby poinformować właścicieli, że transakcja nie dojdzie do skutku. Stanął przy drzwiach i nacisnął dzwonek. Odpowiedziała mu cisza. Powtórzył czynność i nasłuchiwał. Usłyszał odgłos tłukącego się szkła i przewracających się sprzętów. Nacisnął klamkę. Było otwarte. Po chwili zobaczył Annę, która bez oznak życia leżała na podłodze.

Wszystkie te myśli przebiegały przez umysł Bartka z fotograficzną dokładnością. Po raz drugi widział każdy szczegół tych zdarzeń, słyszał dźwięki, a nawet czuł zapach. Nagle wstał i jakby w zamroczeniu ruszył przed siebie. Na korytarzu minął znajomą pielęgniarkę, która się ukłoniła, a on jej nie zauważył. Przeszedł szpitalny korytarz i zszedł na pierwsze piętro. Otworzył duże przeszklone drzwi z napisem oddział „Oddział noworodków i wcześniaków”, aż w końcu stanął nad łóżeczkiem swojej nowonarodzonej córki. Patrzył na nią z zachwytem. Trwało to kilka minut. Będąc ubranym w lekarski fartuch nikt na niego nie zwracał uwagi. Poza tym wszyscy go tu znali, albo z powodu, że jest lekarzem, albo z powodu wielkiej tragedii, która była jego udziałem. Wziął dziecko na ręce i mocno przytulił. Potem odwrócił się i ruszył w kierunku wyjścia.

z0940 (24 kB)

- Panie doktorze, gdzie pan idzie z Bereniką? – rozległ się donośny głos pielęgniarki.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +