UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

strona 8

Anna spojrzała na męża z zaciekawieniem.

- Najbardziej żałuję, że tydzień temu umówiłem tego faceta, co chciał dom kupić. Gdyby on wtedy cię nie znalazł, to miałbym spokój.

Jan podszedł do drzwi, a przed wyjściem spojrzał na Annę i kolejny raz ją zranił.

- Szkoda, że nie umarłaś.

- J_a _ c_i_ę _ k_o_c_h_a_m – odpowiedziała Anna wierząc, że jej miłość musi zwyciężyć, a złe słowa trzeba zwalczać dobrymi. Jednak mąż kobiety już tego nie słyszał. Usłyszał je za to obcy mężczyzna stojący na progu sali szpitalnej.

- Miło mi – powiedział z uśmiechem do zaskoczonej Anny. – Dzień dobry. Przyszedłem zobaczyć jak się Pani czuje, ale jak słyszę całkiem nieźle.

Nie znała tego mężczyzny. Był ani ładny, ani brzydki. Ani przystojny, ani odrażający. Z jej punktu widzenia wydawał się nijaki. Nie miał bowiem w sobie tego czegoś, czego nie da się opisać, a co wyczuwa każda kobieta, gdy mężczyzna robi na niej wrażenie. To coś miał Jan, a ten nieznajomy był jak imitacja mężczyzny. Na ulicy zapewne minęłaby go nawet nie zauważając. Teraz jednak spoglądała na niego z zainteresowaniem. Przywitał się jak stary znajomy. - Nazywam się Bartosz Badecki. To ja miałem kupić państwa dom.

Zrozumiała. To ten mężczyzna uratował jej życie. Miał przyjść coś tam jeszcze zobaczyć, porozglądać się. Uśmiechnęła się, ale jakoś nie potrafiła wyrazić wdzięczności.

- I _ c_o? – spytała beznamiętnie.

- I nic. Zrezygnowałem z kupna. Jestem przesądny. Otarła się pani o śmierć, a to źle wróży dla nowych lokatorów.

- A _ d_l_a _ m_n_i_e _ c_o _ w_r_ó_ż_y – powoli cedziła każde słowo.

- Tego nie wiem, ale ja nie wierzę w przypadki. To, że ja znalazłem się przy pani w odpowiednim czasie i w odpowiednim miejscu, to jest przeznaczenie. Nie przyszedł jeszcze pani czas. Ma pani jeszcze coś do zrobienia na tym świecie.

- C_i_e_k_a_w_e _ c_o?

- Na pewno się pani tego dowie. Kiedyś, kiedyś, gdy jako babcia gromadki wnuków będzie Pani podsumowywała swoje życie.

Annę zaczęła denerwować ta rozmowa. Była o niczym. Wróżby, przeznaczenie i do tego wnuki, których zapewne nigdy mieć nie będzie.

- N_i_e_c_h _ p_a_n _ j_u_ż _ i_d_z_i_e – mówiła z wyraźnym wysiłkiem patrząc na przybysza błagalnym wzrokiem. – D_z_i_ę_k_u_j_ę...

Bartosz Badecki podszedł do łóżka i położył swoją dłoń na czole Anny, a następnie przeciągnął ją po lewej, uszkodzonej połowie twarzy. Kobieta poczuła miłe ciepło wymieszane z przyjemnym mrowieniem.

- Jestem lekarzem i bioenergoterapeutą. Odwiedzę jeszcze panią. Do widzenia.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +