UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

strona 6

Nie wiedziała o czym on mówi. „Jaki gość?” „Jaki znajomy?”

Zasnęła. Śnił się jej Jan. Kochający mąż. Obejmował ją i mówił, że kocha. Całował jej usta, policzki, szyję. Była szczęśliwa, gdy nagle poczuła, że spada w otchłań bez dna. Starała się czegoś złapać lecz wszystko to co mogła chwycić oddalało się od niej w ostatniej chwili. Wtedy zadziałał jej wewnętrzny system chroniący przed koszmarami. W swym śnie pomyślała: „to jest sen, to jest sen, muszę się obudzić” I obudziła się w pełni świadoma rzeczywistości.

„Jestem sama – pomyślała – zupełnie sama”. Poczuła jak ucieka z niej chęć życia. „Nie mam dla kogo żyć. Nie mam po co żyć.” Te czarne myśli wzbudziły w niej nadzieję. Ucieszyła się, że jest ciężko chora. Na tyle ciężko, że w każdej chwili może umrzeć. Zaczęła prosić Boga o kolejny, ostatni dla niej, wylew krwi do mózgu, który uwolniłby ją od beznadziei. I gdy tak modliła się o śmierć, zupełnie niewiadomo skąd nadpłynęły wspomnienia. Nie te złe, bolące, rozrywające duszę, a te dobre, kojące, cudowne, niezapomniane. Wspomnienia uczuć i emocji, jakie dotąd życie pozwoliło jej doznać. Przez umysł Anny przemykały widoki pięknego świata, które kiedyś ją zachwyciły. Usłyszane melodie i słowa. Przypomniała sobie jak to jest pięknie, gdy ktoś szaleje z miłości na jej punkcie, a ona to odwzajemnia. Gdy inny człowiek pożąda jej ciała z taką mocą, że oczy tego człowieka zachodzą mgłą. I jeszcze to uczucie erotycznego spełnienia. Nie jej spełnienia, bo to wydawało się być dla Anny sprawą wtórną. Dla niej największym szczęściem było to, że dawała rozkosz, to że pod jej dłońmi silne męskie ciało drżało, a krew w tym ciele płynęła szybciej. Zwyczajnie. Anna należy do tego typu kobiet, które odurzenie czerpią przede wszystkim z dawania, a dopiero później z brania.

Tak. Anna kochała dawać nie oczekując nic w zamian. Trudno powiedzieć czy to była jej wrodzona cecha czy może brak własnego dziecka w jej życiu spowodował, że instynkt macierzyński przelała na męża. Była na każde jego zawołanie, a nawet więcej, wyprzedzała jego potrzeby. Robiła nie tylko to, co robi przeciętna żona – pranie, sprzątanie, gotowanie, prasowanie, sprzątanie, pranie, gotowanie... Ona przy tym wszystkim robiła wrażenie kobiety szczęśliwej. Nie ważne, że była zmęczona – uśmiechała się. Nie ważne, że miała gorszy dzień – uśmiechała się. Nie ważne, że była chora – uśmiechała się. Nie ważne, że nie miała ochoty na seks – mówiła: „tak Cię pragnę”. Co jednak najważniejsze, Anna była naprawdę szczęśliwa. Nie ważne czy było to szczęście niewolnika zadowolonego z tego, że pan go nie bije, czy też szczęście psa, który radość czerpie, że może swemu panu służyć. Była szczęśliwa i głęboko wierzyła w to, że to szczęście będzie trwać aż do jej ostatnich chwil życia.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +