UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

strona 5

Gdyby, ktoś w tej chwili spojrzał na te kobietę siedzącą przy kuchennym stole, mógłby odnieść wrażenie, że jest to postać pozbawiona życia. Trwała w nienaturalnym bezruchu. Nawet jej powieki, ani na ułamek sekundy nie zamykały się, by oczyścić powierzchnię oczu. To nie było potrzebne, bo to co zazwyczaj czynią powieki, tym razem robiły łzy. Anna starała się patrzeć w przyszłość. Chciała zobaczyć co ją czeka, ale nie mogła nic dostrzec. Zupełna pustka. Chciała coś zaplanować. Nie potrafiła. Chciała wstać z krzesła. Nie mogła. Poczuła jedynie, jakby ktoś wsadził granat w jej głowę, a następnie zdetonował. Usłyszała tylko ten huk, a później zupełnie nic.


Otworzyła oczy. Ujrzała nad sobą biały sufit. Na początku nie wiedziała gdzie jest, ale znajome dźwięki i znany jej zapach uświadomiły jej, że jest w szpitalu. „Dlaczego ja leżę? – pomyślała – Mam dyżur? Ale dlaczego ja leżę...?” Przestraszyła się, że zasnęła podczas swojej pielęgniarskiej zmiany, a chorzy pozostali bez jej opieki. Chciała się podnieść, ale to był zbyt duży wysiłek. Powoli zaczęło do niej docierać, że w tej chwili nie jest pielęgniarką, a pacjentką. „Co się stało?” – nie rozumiała. Chciała kogoś zawołać, dowiedzieć się co się dzieje, ale jedynie usłyszała jak z jej ust wydobywa jakiś niezrozumiały dźwięk. Nagle zobaczyła nad sobą znajomą twarz.

- No kochana – powiedział Wojciech, lekarz, z którym pracowała przez ostatnie pięć lat. – No kochana – powtórzył – napędziłaś nam stracha jak cholera.

Anna ponownie próbowała coś powiedzieć, ale po raz drugi usłyszała jedynie nieartykułowane dźwięki.

- Nic nie mów – poprosił lekarz. – Miałaś udar. Leż spokojnie...

Nie musiała pytać. Ileż to razy widziała ludzi po wylewie krwi do mózgu. Widziała bezwładne ciała przywożone na oddział. Widziała jak umierali lub odzyskiwali świadomość, widziała jak bardzo pragnęli żyć, a jednocześnie jak bardzo bali się, że zostaną niepełnosprawni do końca życia. Postanowiła zdiagnozować swój stan. Lekko uniosła prawą rękę, potem nogę...

„Jest dobrze” - pomyślała.

Chciała unieś lewą rękę. Nie potrafiła. Chciała unieść lewą nogę. Nie potrafiła.

„Mówić też nie mogę. Nie jest dobrze... Lewostronny paraliż włącznie z mięśniami twarzy” – mówiła w myślach i zdziwiła się, że mówi to w ten sposób, jakby nie dotyczyło to jej osoby, a pacjenta, którym od dziś będzie się opiekować.

Powoli zaczęła sobie przypominać co poprzedziło jej chorobę. Słowa Jana dudniły w jej głowie i nachodziły jedne na drugie. W tej chwili sama choroba jej nie przerażała, ale przerażało ją to, że w tej chorobie będzie samotna. Nikt jej nie będzie wspierał, nikt nie będzie pomagał, nikt nie będzie pocieszał.

z0940 (24 kB)

- Nie martw się. Będziesz żyć – jak na zawołanie Wojciech ją pocieszył. – Szczęściara z ciebie. Gdyby nie ten gość, co cię tu przywiózł, a do tego lekarz, to już byśmy cię opłakiwali. Życie jest Ci pisane! To jakiś znajomy twojego Jasia?

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +