UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

strona 4

Tego dla Anny było za dużo. On decyduje o wszystkim. Rozstanie, rozwód, sprzedaż domu, a gdy już wszystko ustalił sam ze sobą, to dopiero wtedy budzi ją rankiem i chce dyskutować. Nie! Nie chce dyskutować, chce, aby wszystko zaakceptowała i zgodziła się. Poczuła jak rozżarzony kolec wbija się w jej serce. Najchętniej by się rozpłakała, ale bała się, że da w ten sposób satysfakcję człowiekowi, który przysięgał jej wierność, miłość i oddanie, aż do śmierci.

- Dobrze – rzekła sucho.

Jan spodziewał się chyba innej reakcji, bo zmienił się na twarzy. Jego bladość i napięcie mięśni ustąpiły, a ukazało się zaróżowienie i mimowolny uśmiech.

- Tak więc wszystko mamy omówione?

Kiwnęła głową.

- Rozumiesz, że to przede wszystkim ja budowałem ten dom i pieniądze ze sprzedaży musimy podzielić proporcjonalnie. Proponuję, że dostaniesz 25 procent. To będzie jakieś dwieście tysięcy. Starczy Ci na początek...

- Dobrze – ponownie się zgodziła czym kolejny raz wywołała zdumienie na mężowskiej twarzy.

Jan wstał z kuchennego krzesła i podszedł do Anny. Zbliżył twarz do jej policzka i chciał ją pocałować. Zrobiła unik i nie pozwoliła mu na poufałość. Wyprężył się jak zawodowy oficer.

- No to jesteśmy dogadani. Wiedziałem, że jesteś rozsądna. Niepotrzebne nam są awantury i chodzenie po sądach. To ja lecę... – odwrócił się w kierunku wyjścia. – Aha! – coś sobie przypomniał. – Przyjdzie tu facet, co chce kupić nasz dom. Dwa dni temu jak byłaś w pracy, to już go oglądał, ale chciał jeszcze zajrzeć w kilka miejsc. Pokaż mu wszystko. Dobrze?

Kiwnęła głową informując tym samym, że się zgadza.

- I zacznij szukać sobie jakiegoś mieszkania, bo on chce wprowadzić się za dwa miesiące.

z0940 (24 kB)

Jan nie czekał na reakcję żony. Wyszedł z mieszkania. Anna nawet nie spojrzała za nim. Powstrzymując napływające do oczu łzy siedziała w bezruchu ulegając bezsilności. Powtarzała sobie w myślach, że musi przestać kochać człowieka, który był jej pierwszą, jedyną i najprawdziwszą miłością. Jednak nie potrafiła w sobie wywołać nie tylko nienawiści, ale choćby uczucia obojętności. Należała do tego typu kobiet, które potrafią wielbić nawet swojego oprawcę. Uzależniają się od mężczyzny i od własnej do niego miłości. Kochałaby go nawet wtedy, gdyby ją na dzień dobry bił po twarzy. Wolałaby, aby to czynił, niźli kiedykolwiek powiedział, że już jej nie kocha. Pomimo swej racjonalnej postawy a nawet mądrości życiowej w sferze miłości była jak dziecko we mgle. W tym względzie poruszała się po omacku, jakby nie zdając sobie sprawy, że oprócz uczuć, jakie są w jej sercu istnieje świat zewnętrzny, który za nic sobie ma te uczucia. Tak. Anna należała właśnie do tego typu kobiet. Dla ratowania miłości była gotowa skoczyć w przepaść, zejść do piekieł, a kto wie czy nawet nie zabić.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +