UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Kości zostały rzucone"

Rozdział I

strona 1

Obudziła się o czwartej nad ranem. Od pewnego czasu była to godzina końca snu Anny. Nie potrafiła tego zrozumieć. Jeszcze nie tak dawno mogła spać nie tylko w nocy, ale i w dzień. Zdawała sobie sprawę, że już nie zaśnie, ale nie miała najmniejszej ochoty ruszać się z łóżka. Powoli zaczęły przybywać kolejne myśli. Coraz gorsze myśli. Starała się od nich uciec, ale te piętrzyły się jedna na drugiej tworząc piramidę duchowego nieszczęścia.

Pierwsza myśl była o miłości. O tej miłości, która w niej tkwiła niczym drzazga. Kochając nie być kochaną. Sprawiało jej to tak niewyobrażalny ból, że łzy same napływały do oczu. Zastanawiała się, co się stało, że po ośmiu latach małżeństwa, jej mąż oświadczył bez większych wstępów, że coś się w nim wypaliło. Już samo słowo „wypaliło” zaniepokoiło Annę. Jednak on dolewał gorącej, cuchnącej cieczy na jej duszę.

- Potrzebuję więcej wolności – zwierzał się. – Musisz mnie zrozumieć.

Niezrozumiała. Mimo to nie chciała więcej wiedzieć. Powiedziała tylko, że skoro potrzebna mu „wolność”, to niech się wyprowadzi. Nie chciał się wyprowadzić twierdząc, że dom jest tak samo jej, jak i jego. Nawet się ucieszyła. Pomyślała sobie, że skoro będą blisko siebie, to może odżyje w nim miłość, jaką kiedyś ją darzył. Minęło pół roku, a oni stawali się coraz bardziej obcy. Nie! On dla niej nie był obcy. Przecież go kochała. Cierpiała, gdy nie przychodził na noc do domu. Cierpiała, gdy rozmawiał z nią w sposób nadzwyczaj oficjalny. Cierpiała, gdy znajomi patrzeli na nią z litością, zastanawiając się czy powiedzieć jej, że jest zdradzana. Przecież żona dowiaduje się ostatnia.

Gdy odgoniła myśli o mężu i przez chwile wydawało się jej, że zaśnie, przypływała myśl następna. Pragnęła mieć dziecko. Na początku małżeństwa on odkładał decyzję o poczęciu na bliżej nieokreśloną przyszłość. Anna przyjmowała to z bólem, ale tłumaczyła sobie, że dziecko powinno przyjść na świat wtedy, gdy oboje będą tego pragnęli. Chciała, aby ich syn czy córka mieli nie tylko ojca w sensie fizycznym, ale przede wszystkim w sensie duchowym. Nie wyobrażała sobie sytuacji, w której Jan będzie spoglądał na swoje potomstwo jak na wypadek przy pracy lub co najwyżej, jak na konsekwencje wynikające z zawarcia małżeństwa. Mijały lata, a Anna coraz rzadziej mówiła o swym marzeniu jakim było dawanie życia a następnie patrzeniu, jak to życie się rozwija. Bywały dni, że wyobrażała sobie jak kreuje osobowość dziecka, jak pokazuje mu to co dobre i co złe, wskazuje najlepsze życiowe drogi i broni przed nieszczęśliwym losem. Jednak nie wspominała o tym mężowi, bo to doprowadzało do bardzo nerwowej atmosfery. Wolała sama pozostać ze swoimi imaginacjami niż wytwarzać nimi chłód Jana wobec jej osoby.

z0940 (24 kB)

W końcu przestali się kochać. Szli do łóżka, uprawiali seks, ale nie było w tym odrobiny uczucia. Zwykła kopulacja mająca na celu zaspokojenie ciała i jego potrzeb. A teraz? Teraz, to nawet tego nie było.

Spis treści Następna strona Zapisz się

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +