UWAGA. Ten serwis wykorzystuje pliki cookies (tak zwane "ciasteczka"). Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy tutaj.

"Ja się jeszcze obudzę"

Rozdział II

strona 26

Z niecierpliwością czekałam na Andrzeja, aby opowiedzieć mu o tym, co mnie spotkało, a co ważniejsze, upewnić się, że nie zwariowałam. Bo przecież tak na zdrowy rozum, to nic podobnego nie mogło się zdarzyć. Chociaż, z drugiej strony, tak wiele spraw nie ma prawa się przydarzyć, a jednak się przydarzają. W takich przypadkach mój tata zawsze powtarza swoją maksymę: „Nawet jeśli czegoś nie widać, nie znaczy, że tego nie ma”. Prawdę mówiąc, właśnie te słowa podtrzymywały mnie na duchu. Tymi słowami przekonywałam sama siebie, że nie oszalałam i świat realny to nie tylko to, co widzimy, słyszymy, czujemy. Świat realny to także wszystko to, czego nie widzimy, nie słyszymy i nie czujemy. Chociaż nie wiemy, że to jest, to jednak jest, a mówienie, że to albo to jest niemożliwe, wymyślone, nieprawdziwe, może się okazać kłamstwem. Gdy sto lat temu ktoś twierdził, że będziemy mogli rozmawiać na odległość tysiąca kilometrów, stojąc na ulicy i trzymając przy uchu telefon komórkowy, a słuchacz tego stwierdzenia pukał się w głowę i wyzywał tego „ktosia” od wariatów, to kto tu był wariatem, a kto mądrym człowiekiem?

Zaczęłam się niepokoić o Andrzeja. Nie było go już bardzo długo, a mnie zaczęły nudzić rozważania o tym, czego nie widać. Przecież nie ma powodu o tym rozmyślać, skoro osobiście doświadczyłam czegoś, czego nie doświadczyłabym, gdyby nie było mnie tu i teraz w takim stanie, w jakim się znajdowałam.

- Ale gdzie jest Andrzej? - teraz to mnie zajmowało.

- Ciekawe, która godzina? – pomyślałam i zdałam sobie sprawę, że po raz pierwszy interesował mnie ten fakt.

- Nudzi mi się! – także to uczucie bardzo dawno nie było moim udziałem i chociaż jakiś czas temu obiecałam sobie, że z własnej woli nie będę wędrowała poza ciałem, postanowiłam spróbować. Najpierw robiłam wszystko, aby pozbyć się strachu. To było trudne zadanie, lecz powtarzałam sobie, że lepiej spróbować i żałować niż nie próbować i też żałować, że się nie spróbowało. W końcu rozpoczęłam „procedurę startu”, którą wytłumaczył mi Andrzej. Po chwili pływałam w powietrzu. Nie chciałam się oddalać na zbyt dużą odległość. Traktowałam to jako pierwszy samodzielny lot próbny.

Następna strona

Powieść "Ja się jeszcze obudzę" czytasz systemie "Czytaj i płać tyle, ile Ci serce podpowiada". Na stronach wielkie-oko.pl dostępnych jest pierwsze 40 stron książki. Jeżeli chcesz otrzymać e-book z pełną wersją powieści wejdź tutaj

Udostępnij tę książkę lub polub nas na facebooku lub google +